piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 2

   Rano obudził mnie budzik, który był ustawiony na godzinę 6:30. Wstałam z silnym bólem głowy. Powlokłam się ospale do łazienki i zdjęłam piżamę, i wskoczyłam pod gorący prysznic, by krople wody rozluźniły moje mięśnie. Namydliłam ciało cytrusowym żelem pod prysznic, a włosy umyłam truskawkowym szamponem. Szybko spłukałam powstałą pianę i chwyciłam dwa ręczniki, jeden duży, by osuszyć moje ciało, a drugi mniejszy, by wsiąknąć nadmiar wody. Podeszłam do swojej garderoby, założyłam świeżą bieliznę i ubrałam odpowiedni strój na trening, który składał się z czarnych legginsów i luźnej, białej bluzki. Zabezpieczyłam się przed potem, psikając swoje ciało antyperspirantem. Umyłam zęby i pośpiesznie zbiegłam na dół.
   Była cisza... Wszyscy jeszcze prawdopodobnie smacznie spali. Szukałam czegoś przeciwbólowego i znalazłam odpowiednią tabletkę. Łyknęłam ją, popijając szklanką wody, chwyciłam jabłko z koszyka i udałam się do salonu, by pooglądać powtórki nędznych seriali. Zerknęłam na wyświetlacz mojego telefonu. Zegarek wskazywał 7:50.
- Cholera - przeklęłam pod nosem - Ludzie wstawajcie! Zaraz się spóźnimy - zaczęłam panikować, biegając od pokoju, do pokoju, by obudzić całą ekipę. Nikt nie zareagował na moje krzyki z wyjątkiem Axelle i Caroline. Dziewczyny szybko się przygotowały i zeszły do kuchni zjeść śniadanie. Reszta nie miała zamiaru zejść, więc musiałam ich jakoś przekupić.
- Naleśniki! - krzyknęłam i w nie całe dwie minuty wszyscy pojawili się na dole.
- Gdzie te naleśniki? - zapytał szczęśliwy Alex.
- Jak sobie zrobisz to będziesz miał - wystawiłam mu język.
- No ej... - oburzyła się Kate.
- Dobra, jak wrócimy z treningu i będziecie grzeczni to zrobię Wam na kolację - powiedziałam, słodko się uśmiechając.
- Niech będzie - burknął Nick.
- Okey, macie dziesięć minut - powiadomiłam wszystkich.
- Co!? - niemalże krzyknęła oburzona Victoria - W dziesięć minut to ja maluję rzęsy.
- To dzisiaj pomalujesz tylko rzęsy, nie musisz się stroić na trening - odpowiedziałam, próbując ją pospieszyć.
- Wiesz Ty co.. Lubię dobrze wyglądać - warknęła dziewczyna, odwracając się na pięcie, idąc w stronę swojego pokoju.
- Ale trzymam Cię za słowo. Naleśniki na kolację - ostrzegł mnie Tao.
- Tak, tak - powiedziałam, śmiejąc się.
   Po dziesięciu minutach wszyscy byli gotowi. Ruszyliśmy w stronę samochodów.
- Ja dzisiaj nie kieruję - oznajmił Alex.
- Ja też nie, mam jeszcze kaca - powiedział Tao.
- Dobra chłopaki, nie kłóćcie się, ja poprowadzę - wtrąciła się Naomi.
- Dobra, a kto poprowadzi drugi samochód? - spytał Nick.
- Na pewno nie Ty - zaśmiał się Marco.
- Ależ Ty zabawny. Uśmiałem się, że aż wyrobiłem sobie kaloryfer.- droczył się chłopak.
- Serio? Nie widać - parsknął śmiechem Gonzales.
- Koniec tej dyskusji, bo do jutra nie dojedziemy - powiedziałam.
 
***
   Na miejscu byliśmy na 8:36. Susan nieźle się wkurzy. A tak Susan to nasza menadżerka. Dzięki niej jesteśmy w Stanach. Ma zaledwie 31 lat. To ona zajmuje się, załatwianiem naszych warsztatów na całym świecie.
- Już nie żyjemy! - powiedziała przerażona Naomi. 
- Damy radę - odpowiedział dumnie Matt.
- Nie była bym tego taka pewna - wtrąciła się zła kobieta. Wszyscy staliśmy osłupieni.
- Susan, no bo wiesz... Nam samochód padł drodze - tłumaczył się Paul.
- Ohh... Tak? Kto go tak szybko naprawił? - wypytywała.
- No, emm... Wiesz trochę ja, trochę chłopaki - kontynuował chłopak.
- Aaa, bo myślałam, że to przez wczorajszą imprezę u Chrisa i nie mieliście siły wstać skacowani - zaśmiała się Sus.
- Co? - zapytał zszokowany Matt - Skąd wiesz?
- Mam swoje źródła - odpowiedziała tajemniczo.
- No skąd? - dopytywaliśmy.
- Dzwoniłam do Was i John powiedział, że poszliście na jakąś domówkę, więc się domyśliłam, że do Chrisa - wytłumaczyła menadżerka - Tylko zastanawia mnie fakt, czemu nie pojechał z Wami, w końcu jest Waszym ochroniarzem! - wyrzuciła ręce w powietrze.
- Bez przesady w końcu jesteśmy już wszyscy prawie dorośli i umiemy się sobą zająć - powiedział pewny siebie Tao.
- Naprawdę? Nie wszyscy macie osiemnaście lat, a zwłaszcza dziewczyny, nie mówiąc już o Nicku - nadal gestykulowała.
- Ej! Ranisz - wydymał dolną wargę, udając urażonego Nick.
- Dobra koniec tej paplaniny. Idziemy na trening i lepiej żeby to się już nie powtórzyło - zagroziła nam palcem.
- TAK JEST SZEFOWO! - krzyknęliśmy chórem.

***

   Próba była męcząca, ćwiczyliśmy nowe układy, gdy nagle do sali wszedł mężczyzna. Od razu go poznałam. Był to Scooter Braun, menadżer Justina. Myślałam, że zaraz zemdleję, najpierw poznałam mojego idola, z którym przetańczyłam cały wieczór, a teraz jeszcze on. Wszyscy patrzyliśmy, co się właśnie dzieje. Wszyscy byli w takim samym szoku jak ja. Susan zaczęła z nim rozmawiać. Po jakiś pięciu minutach podeszła z mężczyzną do nas.
- Uwaga! Mam dla was niespodziankę - powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Sus - To jest Scooter Braun, menadżer Justina Biebera. Z tego czego się dowiedziałam poznaliście się wczoraj z Justinem u Chrisa, więc ułatwi nam to zadanie. Teraz Scoot powie parę słów od siebie - wytłumaczyła wciąż uśmiechnięta kobieta.
- Hej wszystkim. Mamy dla Was propozycję, ludzie z teamu Biebsa chcą wziąć udział w waszych warsztatach. Widzieliśmy Was na YouTube i jesteśmy w szoku, jak tak młodzi ludzie mogą mieć takie zdolności. Będziemy współpracować przez cztery miesiące. Co wy na to? - spytał z nadzieją mężczyzna.
Popatrzeliśmy na siebie wszyscy i razem odpowiedzieliśmy.
-WCHODZIMY W TO!
   Menadżerowie odetchnęli z ulgą.
- To zaczynamy w poniedziałek - powiedział zadowolony Scooter, idąc w stronę wyjścia.
- Nie mogę się doczekać! - krzyknęła podekscytowana Caroline. 
- No Lena, Tobie to tam pasuje nie? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem Marco.
- Nie wiem o czy mówisz - zgrywałam głupią.
- No jak to o czym? Twoje wczorajsze wygibasy na parkiecie i obściskiwanie się to dla Ciebie nic? - dopytywał złośliwie Alex.
- Ej! Nie obściskiwaliśmy się, tylko tańczyliśmy. To Ty z Kate prawie się zjedliście na tej kanapie - odgryzłam się.
- Tak, tak. Mów jak chcesz, on Cię rozbierał wzrokiem - powiedziała Victoria.
- Wpadłaś mu w oko - powiedziała Kate - Zauważyłam to od razu.
- Dobra przestańcie! - warknęłam i poczułam jak moje policzki robią się gorące.
- Uuu czerwienisz się, jakie to słodkie - zagruchał Paul - Co jak co, ale on jest gorący - dodał.
- Tylko, że on nie jest gejem - parsknął śmiechem Tao.
- Ale to nie znaczy, że nie może się nim stać - odgryzł się Paul, śmiesznie poruszając brwiami.
- O fuj! Przestańcie! Jesteście obrzydliwi - skrzywiłam się z nie smakiem.
- A co zazdrosna, że Ci go odbiję? - spytał pewny siebie gej.
- Ohh... Proszę Cię! O co mam być zazdrosna? - powiedziałam i sama siebie spoliczkowałam w myślach.
- Serio Lena? O co? Każdy wie, że jesteś jego fanką i marzysz o nim jak każda - powiedział Gonzales.
- I możesz być zazdrosna o Jerry'ego - powiedział śmiejąc się Matt.
- Jesteś obrzydliwy i zboczony - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Lena, nas nie oszukasz. Wiemy, że tego chcesz - poruszał znacząco brwiami.
- Matt skarbie, ja nie jestem Tobą i nie sypiam ze wszystkim, co się rusza - odgryzłam się - W sumie, to jestem pełna podziwu, że nie sprowadziłeś żadnej do domu wczoraj.
- Ha ha ha, jesteś taka urocza - zmrużył oczy, posyłając mi sarkastyczny uśmiech.
- Tak, wiem kochanie - wysłałam mu złośliwego buziaka.
- Boże, jak wy się kochacie - powiedziała Susan.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - odpowiedzieliśmy jednocześnie. 
  
***

   W domu, tak jak obiecałam, zrobiłam naleśniki na kolację, potem postanowiłam iść do swojego pokoju wziąć relaksującą kąpiel z bąbelkami. Umyłam szybko ciało, wypuściłam wodę i owinęłam się ręcznikiem. Ubrałam piżamę i położyłam się na łóżko. Rozmyślałam z dziesięć minut patrząc w sufit, gdy zdałam sobie sprawę, że będę przez cztery miesiące z Justinem. Musiałam z kimś porozmawiać, a jedyną osobą, której mogę się zwierzyć to Kate. Nie myślcie sobię, że z inymi nie mogę porozmawiać, wręcz przeciwnie, tylko z Kasią jakoś mi to wychodzi najbardziej może dlatego, że też jest z Polski i rozmawiamy po swoim języku, więc to trochę prostsze. Szybko wybiegłam z pokoju, kierując się do drzwi obok mojego pokoju. Zapukałam i gdy dostałam pozwolenie weszłam do środka, od razu zaczynając rozmowę.
- Kate, musimy porozmawiać...


Susan Willson

31-letnia Amerykanka. Menadżerka "Impossible Twelve". Z poczuciem humoru, przyjacielska, troskliwa, opiekuńcza. 

___________________
Mamy rozdział 2 ;D Myślimy, że się spodobał i liczymy na komentarze one dużo dla nas znaczą. Do nn! ;P

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


6 komentarzy: