środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 4

POV JUSTIN 

   Niedziela, jak to niedziela, była nudna i spokojna. Wstałem o godzinie 13:00, to i tak dobry czas jak na mnie. Poszedłem do łazienki i umyłem ospale zęby. Opłukałem buzię, spojrzałem w lustro i powiedziałem sam do siebie- Yeah man!- na poprawę humoru. Wyszedłem z łazienki i podszedłem do mojej szafy. Ubrałem się i zbiegłem po schodach do salonu. Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakiś film przygodowy. Obserwowałem telewizor pustym wzrokiem, do około 18:47. Nawet nie wiem kiedy to minęło... Teraz uświadomiłem sobie, że nie przywitałem się z mamą. Tylko gdzie ona jest? Wybrałem się do kuchni zrobić sobie płatki z mlekiem i na blacie znalazłem karteczkę.

   "Nie będzie mnie do godziny 20. Pomagam ludziom z Twojego teamu ulokować się w pokojach. W lodówce masz naleśniki, a w szafce dżem. Całuję- Mama xx"

   Super. Nie wiem jak podgrzać naleśniki, bo moi dziadkowie nie kupili mikrofalówki. Ach...Właśnie jestem u dziadków w Stratford, ale mieszkam w swoim domu, którym pod moją nieobecność opiekowali się. Oni umeblowali moje cztery ściany, po tym jak doszło do "lekkiego" spięcia pomiędzy mikrofalówką, a pozłacanym talerzem. W sumie moglibyśmy mieszkać u dziadków,bo rzadko się widujemy. Może nie mieli wolnych pokoi? Nie mam pojęcia...
Spojrzałem na zegarek, 19:26. Kurde. Minęło tyle godzin, a ja nic nie zjadłem. Nawet nie zadzwoniłem do mamy spytać czy wszystko w porządku. Moje przemyślenia przerwał dźwięk nowego SMS. 

Od Ryana:

"Lena pytała o Ciebie. ;) A dokładniej, czy pamiętasz coś z ostatniej imprezy? Ślicznie wygląda ;) Odwiedziliśmy ich z chłopakami. 
-Ryan"

   Czy pamiętam coś z domówki? Oczywiście, że tak! Jak można zapomnieć tak wspaniały wieczór, z tak wspaniałą dziewczyną? No właśnie, nie można! Te jej piękne niebieskie, hipnotyzujące oczy, ten uśmiech za milion dolarów, te ruchy, ta burza długich, lśniących włosów...  Ach... Rozmarzyłem się. O, muszę odpisać przyjacielowi.

Do Ryan:

"No... Coś tam pamiętam, dokładniej WSZYSTKO ;) Pozdrów ją ode mnie... To znaczy wszystkich.  Ej, wiesz może jak podgrzać naleśniki?"

Od Ryan:

"Yhym... Pozdrowiłem "WSZYSTKICH" ;D A naleśniki podgrzej w mikrofali."
                     


Do Ryan:

"Nie mam mikrofalówki. -.- Spaliłem ją... xd"

   Czyli będę musiał zjeść zimne naleśniki. Przynajmniej nie muszę sam gotować, na samą myśl mnie trzęsie. Ugh... Zjadłem wszystkie naleśniki, z duuuużą ilością dżemu. Mniam... Brudny talerz włożyłem do zmywarki i w tej chwili do domu weszła mama. 
   - Cześć! - przywitała się kobieta buziakiem w policzek.
- Hej, zjadłem naleśniki. Były pyszne... I zimne - ostatnie słowa powiedziałem do siebie, lecz mama chyba je usłyszała.
- Nie mogłeś podgrzać? Przecież zostawiłam Ci patelnie, wystarczyło włączyć gaz i położyć na kilka sekund naleśniki, dodając trochę oleju - zaśmiała się Pattie.
- Musisz mnie jeszcze wielu rzeczy nauczyć - uśmiechnąłem się do kobiety i poszedłem do siebie na górę.
Wszedłem do łazienki, zdjąłem brudne ubrania i wskoczyłem pod gorący prysznic. Ciało umyłem męskim żelem Axe, a włosy szamponem Nivea. Przy okazji umyłem zęby, by nie tracić czasu. Wyłączyłem wodę i wyszedłem z kabiny, owijając się ręcznikiem wokół bioder. Włosy przeczesałem ręką i wybrałem się do pokoju. Ubrałem bokserki i wskoczyłem pod kołdrę. Usnąłem...

Poniedziałek
POV LENA

   Wstałam o 7:00. Trening zaczynał się za godzinę, więc poszłam do łazienki i wzięłam szybką kąpiel, bez mycia włosów. Wyszłam z wanny i okryłam się białym ręcznikiem. Umyłam zęby, przemyłam twarz tonikiem i poszłam do garderoby. Wybrałam czarne legginsy, luźną, białą tunikę z napisem "SWAG" i do tego białe buty Supra. Popsikałam się dezodorantem i zeszłam na dół na śniadanie. W salonie siedział Alex, Axelle, Caroline i Matt. W kuchni spotkałam Tao i Marco, którzy bili się o ostatnią puszkę Tigera. 
- Chłopaki, spokojnie. Mamy jeszcze Tigery w spiżarni - uspokajałam chłopaków.
- Wiemy. Nie chce nam się iść po nie - zaskoczył mnie Marco swoim lenistwem.
- Okey. To ja pójdę, bo sama chciałabym się napić.
   Poszłam do spiżarni i wzięłam 2 zgrzewki Tigerów. (łącznie 16 puszek) 
- Macie. Udławcie się! - powiedziałam żartobliwie.
- O dzięki. Jesteś najwspanialsza, piękna, mądra, świetnie tańczysz i masz głos anioła - pocałował mnie w policzek Tao.
- Oj, nie podlizuj się - poczochrałam jego włosy, podeszłam do lodówki i wzięłam jogurt brzoskwiniowy. 
   Poszłam do salonu gdzie wszyscy byli już gotowi i kończyli swoje śniadanie. Wyrzuciłam opakowanie po skończonym posiłku. Razem poszliśmy do samochodów i pojechaliśmy w stronę naszej sali tanecznej. W środku czekał na nas Justin z grupą. 
- Kate! Jak ja mam się zachowywać? - zapytałam szeptem, ciągnąc przyjaciółkę do tyłu.
- Normalnie, trzymaj go na dystans - uśmiechnęła się dziewczyna i poszła do przodu zostawiając mnie przed salą.
   Zebrałam w sobie wszystkie siły i weszłam do pomieszczenia. Przedstawiłam  i przywitałam się ze wszystkimi, omijając Justina. Cały czas czułam jego wzrok na sobie. Podeszłam do Scootera, by się przywitać.
- Cześć Lena - przywitał mnie Braun.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się.
- Chodź przedstawię Ci kogoś - złapał mnie za rękę i poprowadził do grupki osób. - To jest Alfredo - wskazał na chłopaka z ciemniejszą karnacją.
- Cześć, jestem Lena - podałam mu rękę.
- Wiem, Justin mi o Tobie przed chwilą opowiadał. Ja jestem Alfredo, ale możesz mi mówić Fredo - odpowiedział uściskiem dłoni.
- Zamknij się - chrząkną Bieber do przyjaciela. Uśmiechnęłam się.
- A Justina już znasz. To ja zostawię Was samych - powiedział menadżer, odchodząc.
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy - uśmiechnął się łobuzersko gwiazdor.
- Tak, Ciebie też miło widzieć - odpowiedziałam uprzejmie.
   Rozmawialiśmy dłuższą chwilę. Zauważyłam, że Jus nie odrywa ode mnie wzroku. Próbowałam to ignorować.
- Coś mam na twarzy? - zapytałam zasłaniając buzię rękoma.
- Nie, po prostu jesteś jeszcze ładniejsza bez makijażu - zabrał moje ręce, odkrywając moje oczy.
- Dziękuje? - odpowiedziałam nieśmiało.
- Ma rację - wtrącił się Fredo, mrugając do mnie jednym oczkiem.
- Rzeczywiście. Jest taka jak opowiadałeś - podeszła do nas Patricia.
- Mamo... - zarumienił się Juju.
- Dzień dobry pani - uśmiechnęłam się życzliwie.
- Witaj skarbie, mów mi Pattie - odpowiedziała, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze, chyba czas zacząć próbę -wymigałam się od chłopaka.
   Poszłam na środek parkietu, wołając moją grupę do siebie. Mieliśmy pokazać nasz próbny układ. Zatańczyliśmy do piosenki:



   Po skończonym układzie, wszyscy bili nam brawa i byli zachwyceni. Mogłabym stwierdzić, iż ich oczy wychodziły z oczodołów.
- I jak? - zapytałam zdyszana.
- Było, umm... Wow! - odpowiedział zszokowany Braun.
- Dzięki - powiedziała wesoła Victoria.
- Dobra - potarłam swoje dłonie. - To zaczynamy?
- Tak, zaczynajmy - uśmiechnęła się jedna z tancerek Biebera.
   Próba trwała jeszcze jakieś dwie godziny. Próbowałam unikać Justina. Na moje nieszczęście pod koniec Susan nam oznajmiła, że mamy dobrać sobie jedną osobę z teamu Biebsa, by zatańczyć układ jazzowy. Z tego względu, że jestem  kapitanem grupy muszę tańczyć z Justinem. Układ był bardzo uczuciowy i trzeba było poczuć emocje.
- Cieszę się, że właśnie Ty nauczysz mnie tego układu - powiedział wesoły.
- Yhym... Ja też się cieszę... Bardzo - ostatnie słowa powiedziałam bez emocji.

_______________________

Rozdział 4 już jest! Mamy nadzieję, że się spodobało... akcja zaczyna się powoli rozkręcać. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz