Wstałam i poszłam się umyć. Taka moja codzienna rutyna. Odświeżyłam się i podeszłam do garderoby wybrać odpowiedni strój. Ubrałam szare dresy i męską białą koszulkę, którą podkradłam Mattowi, a do tego szaro-czarne Air Maxy. Do torby spakowałam luźną, niebieską sukienkę, bo dzisiaj tańczymy jazz. Zeszłam na dół i zobaczyłam Ryana, Chaza, Chrisa i Justina na kanapie.
-Gdzie reszta?- zapytałam.
-Jak się spało? Nie zaszłaś w ciążę po tym pocałunku?- Chaz zignorował moje pytanie i wybuchnął śmiechem.
-Palant!- krzyknęłam i wyszłam przed dom.
-Hej. Przepraszam nie chciałem Cię urazić.- stanął za mną na tarasie.
-Nic się nie stało.- powiedziałam chłodno.
-No przecież widzę!
-Bo ja chyba nadal coś czuję do Kamila. Sama nie wiem...- zaczęłam płakać.
Ostatnio jestem jakaś uczuciowa. Pewnie zbliża się okres...
-To odczuj to coś od Kamila.- zaplątał się we własnych słowach Chaz.
-Czemu?
-Bo Justin jest przybity!- krzyknął.
Co? Jus przybity czemu?
-Z jakiego powodu?- wypaliłam.
Chłopak myślał dłuższą chwilę i w końcu odpowiedział.
-Bo nie jadł dawno spaghetti.- powiedział szybko.
-Co?- śmiałam się.
On tylko wstał i poszedł do domu. O co mu chodziło? On sugerował, że mam ugotować mu makaron z sosem? Nie rozumiem go. Wstałam i sama też weszłam do pomieszczenia. Gdy przekroczyłam próg wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
-Co?- zapytała speszona.
-Nic, jedziemy na próbę?- zapytał Justin. Przytknęłam mu i on wstał, kierując kroki do auta.
-Gdzie reszta?- zadałam pytanie, które uprzednio zignorowali.
-Pojechali wcześniej, bo chcieli zajechać na kawę.- wyjaśnił.
-Aha. Okej, to jedźmy.
Jechaliśmy w ciszy. To nie to, że nie mieliśmy o czym rozmawiać, ale po prostu nie chcieliśmy i to było widoczne. W końcu wzięłam się na odwagę. Zadam mu banalne pytanie, żeby przerwać tą cholerną ciszę.
-Ryan, Chris i Chaz dojadą później na próbę?
-Tak.- odpowiedział monotonnie.
On zawsze wszystko psuje. Nie można z nim pogadać! Wydaje się inny przed mediami i przy znajomych, a przy mnie? Ciągle siedzi cicho i nic nie mówi. O co mu do cholery chodzi?! Dojechaliśmy na miejsce. Justin wysiadł z samochodu i o dziwo, szybko podbiegł do drzwi od mojej strony i mi je otworzył.
-Dziękuję.- powiedziałam zdziwiona.
-Nie ma sprawy.- rzucił szybko i zamknął samochód jednym kliknięciem. Była 8:25, więc miałam pięć minut na przebranie się. Weszliśmy do środka a ja szybko pobiegłam do toalety zmienić strój. Wyszłam równo o 8:30. Wszystkie dziewczyny miały już założone sukienki. Wyglądały ślicznie.
-Dobra ustawcie się!- krzyknęła Susan.
Wszyscy się ustawili i zaczęła grać muzyka. Tańczyliśmy nasz układ, który wychodził nam perfekcyjnie.
-Brawo!- zaczął klaskać Scooter.
Uśmiechnęliśmy się wszyscy i popatrzeliśmy na siebie z dumą.
-Macie przerwę. Ale Wy nie.- powiedział wskazując na mnie i Justina.
-Co? Czemu?- zmieszał się chłopak.
-Tańczycie rewelacyjnie, ale wiem, że stać Was na o wiele więcej. Jesteście główną parą, więc pokażcie co potraficie!- mówił głosem, jakby chciał podnieść na duchu dziecko, któremu lizak upadł na ziemię.
Czy my naprawdę, aż tak źle tańczymy? Poszliśmy na środek i zaczęliśmy tańczyć układ od nowa. Robiliśmy wszystkie kroki jeszcze dokładniej niż przedtem. Nadszedł czas na najtrudniejsze podnoszenie. Trenowaliśmy je długo żeby było idealne. Wzięłam rozbieg i Jus mnie podniósł, ale po chwili szybko mnie postawił na podłogę i pobiegł do jakiejś dziewczyny w ciemnych lokach. To była Ashley Moore. Ta modelka... Stanęłam jak wryta, momentalnie łzy zabrały mi się w oczach, ale czemu? Ja nic do niego nie czuję. "Może dlatego, że to Twój idol idiotko?!"- odezwał się głos w mojej głowie.
-Nie martw się, to tylko koleżanka.- zaszedł mnie Fredo od tyłu.
Gdy on to powiedział Justin i Ash pocałowali się w policzek i wtulili w siebie.
-Co?- ogarnęłam się z tego widoku i zadałam pytanie.
-No przecież widzę.
-To nie jego wina...- kłamałam w żywe oczy.
-To o co chodzi?- zapytał.
-Tęsknię za domem.- w tym momencie łza spłynęła mi po policzku, a ja pobiegłam do łazienki.
Pewnie teraz złożyli sobie namiętny pocałunek. Wolę na to nie patrzeć. Opłukałam twarz chłodną wodą i wyszłam na salę. Wszyscy siedzieli i się śmiali. Podeszłam do nich i przysłuchiwałam się ich rozmowie.
-Zostajesz u nas na noc Justin?- zapytała Naomi.
-Nie chcę zostawiać Ashley samej.- powiedział.
-Możecie wpaść razem. Masz przecież podwójne łóżko u nas na górze.- powiedział rozbawiony Matt.
Chłopak jakby wyczuł, że na niego patrzę, bo się do mnie odwrócił. Spiorunowałam go wzrokiem, a on tylko odpowiedział mi zdezorientowaną miną.
-Chodź tu!- szepnęłam do niego.
-Co?- zapytał chłopak podchodząc do mnie.
-Po co nam ona?!- wyrzuciłam ręce w powietrze, z pretensją w oczach.
-Chciałem być miły.
-Miły? Miły to Ty byłeś tylko i wyłącznie dla nich!- krzyknęłam i podeszłam do grupki.
-Och, Ashley. Jasne zostań u nas.- powiedziałam to ze sztucznym uśmiechem, ponieważ słyszałam, że dziewczyna się nie zgadza.
-A na prawdę mogę?- udawała niewiniątko.
-Oczywiście!- wykrzyknęłam.
-Dziękuję, jesteś taka miła jak opowiadał mi Justin.- uśmiechnęła się i mnie przytuliła.
Justin jej mówił o mnie? Co kurwa?! Nie rozumiem tego gościa...
Wróciliśmy wszyscy do domu i rozmawialiśmy jedząc przy tym pizzę.
*
O 22:34 poszłam do swojego pokoju. Nie zniosłam już widoku Ash razem z Jusem! Jeszcze mają wspólne łóżko... Umyłam się i usiadłam pół-leżąco na łóżku. Włączyłam sobie płytę akustyczną "Believe" i zaczęłam płakać bez wyraźnego powodu. Przynajmniej tak mi się wydaję... Po 01:00 zasnęłam...
*Rano*
Obudziłam się o 6:34. Wow! Przed budzikiem, może dlatego, że chciało mi się siku. Wywlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Załatwiłam się, postanowiłam wziąć szybki prysznic. Umyłam zęby i poszłam wziąż w ręczniku do garderoby wybrać strój na dziś. Ubrałam się w to, wróciłam do łazienki. Pomalowałam szybko rzęsy i popsikałam się perfumą od Calivin'a Klein'a. Sięgłam szybko telefon z szafki nocnej i zeszłam na dół zrobić śniadanie. Oprócz mnie nie spali także Victoria, Nick, Paul i... Justin. Ooo, popatrzcie jaki ranny ptaszek. Czujecie sarkazm? Przywitałam się i poszłam do kuchni zrobić naleśniki dla wszystkich, bo miałam dużo czasu. Po chwili przyszedł Justin z Paulem.
-Hymm, czyżbym wyczuwał naleśniki?- zapytał pocierając brzuch przyjaciel.
-Tak.- odpowiedziałam monotonnie.
-Oho! Ktoś ma dziś zły humor.- powiedział.
Spiorunowałam go tylko wzrokiem po czym od razu podniósł ręce w geście obronnym. Widać było, że Justin mnie unika. O co mu do cholery chodzi? Jakieś dziesięć minut później zaniosłam naleśniki do jadalni gdzie już siedzieli z Victorią i Nickiem. Przyniosłam Nutellę, dżem, cukier i śmietanę.
-Smacznego.- powiedziałam.
-Dziękujemy. Nawzajem.- powiedzieli chórem.
Zjedliśmy w ciszy, w sumie to tylko ja i Jus nic nie mówiliśmy. To było niezręcznne, chyba reszta to wyczuła, bo szybko posprzątali po sobie i zostawili nas samych. Boże... Dlaczego? Nie mogłam tam siedzieć, w każdej chwili mogła przyjść ta "Ashley". Ku mojemu zdziwieniu Bieber postanowił się odezwać.
-Co się stało?- zapytał patrząc mi w oczy.
-Nic.- skłamałam.
-Przecież widzę. Coś Cię gryzie.- mówił troskliwie.- Zrobiłem coś?-dodał.
Co? Pff... Nie tylko sprzyprowadzasz jakąś "dziunię" i jeszcze z nią śpisz w moim domu. Nie Justin nic się kurwa nie stało.
-Nie...- zacięłam się.- Po prostu źle się czuję.- znów skłamałam.
-Tak...- westchnął.- Zawsze jest jakaś wymówka.
Popatrzyłam na niego z mnią "Serio?". Skąd on wie jak się czuję? Dobry jest.
-Skąd Ty możesz wiedzieć jak się czuję?- założyłam ręce pod piersi.- Nie znasz mnie.
-Znam Cię.- powiedział.
-Haha.- zaśmiałam się bez humoru.- Znamy się tydzień i dwa dni.- zakniłam.
-Wow! Liczysz?- zaśmiał się.
-Mam co. Mi jest to bardziej potrzebne niż innym.- powiedziałam wstając. Już kierowałam się do wyjścia, gdy Jus złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Popatrzyłam na niego zdezorientowana.
-Lena. Co się stało? Od wczoraj mnie unikasz.- zapytał.
-Nic się nie stało.- wyrwałam się z jego uścisku. Byłam coraz bardziej zła.
-Uparta jesteś wiesz? Próbujesz grać niedostępną.- dodał ze śmiechem.
-Ja nie próbuję. Ja taka jestem.- odpowiedziałam z irytacją.
-Tak. Właśnie widzę.- zakpił.
-O co Ci do cholery chodzi co!?- krzyknęłam.
-Mi?- znów się zaśmiał.- To Tobię o co chodzi? Przestań mnie unikać. Co ja Ci zrobiłem!?- również krzyknął.
-Dobra. O to o co mi chodzi!- wykrzyczałam.- Przychodzisz do nas, fajnie cieszę się. Tańczymy razem okey, ale kurde jak przyprowadzasz do mnie do domu jakąś...- nie dokończyłam, bo mogło to się źle skączyć.
-Więc, to o to chodzi.- zaśmiał się.- Jesteś zazdrosna.
-Co!?- nie wierzyłam w to co słyszę.- Żartujesz sobię ze mnie prawda? To jakiś kawał? Jak tak to Ci wyszedł.
-Mów co chcesz, ja i tak wiem swoje.- powiedział.
-Boże! Czemu mam być o Ciebie zazdrosna co? Myślisz, że tażda na Ciebie leci? Ooo, popatrz ja nie jestem każda.- tłumaczyłam.
-Nie jesteś każda, ale jesteś belieber.... Moją belieber.- dodał.
Powiedział to tak czule. Kurde Lena! Ogarnij się! Ty się z nim kłócisz a nie się rozpływasz. Już chciałam coś odpowiedzieć, ale do kuchni weszła reszta i oczywiście "modeleczka". Od razu z Bieberem się odsunęliśmy.
-Tak leżą naleśniki.- wskazałam na wyspę.
-O zbawienie!- krzyknęła Naomi i poszła do jedzenia a za nią reszta.
-Macie dziesięć minut. Zaraz wyjeżdżamy.- powiedziałam i poszłam do salonu.
Tak, jak mówiłam po dziesięciu minutach wyjechaliśmy. Byliśmy na miejscu o 8:18. Szybko poszłyśmy się przebrać i zaczęliśmy trening. Szczerze, to lubię tańczyć z Justinem, dobrze tańczy. Mimo, że to my ich uczyliśmy to tancerze z Bieber Team'u są świetni. Po treningu pojechaliśmy do domu. Jus pojechał z Ashley do hotelu Lil Twist'a na pewno na melanż, a ja chciałam spędzić ostatni dzień z Kamilem bo jutro już wyjeżdża. Kurde, ten tydzień tak szybko zleciał. Smutno mi będzie bez niego, ale odwiedzimy go. Po powrocie do domu postanowiłam, że pójdę wziąć relaksującą kąpiel. Napuściłam ciepłej wody, ściągnęłam ubrania i weszłam do wanny. Zanurzyłam się cała. Namydliłam włosy cytrusowym szamponem, ciało obmyłam truskawkowym mydłem. Szybko się ogoliłam, wypuściłam wodę i wyszłam. Nałożyłam szlafrok i poszłam po jakieś dresy. Wybrałam to. Poszłam do pokoju Kamila, zapukałam, gdy usłyszałam pozwolenie weszłam.
-Hej.- przywitałam się.- Słuchaj wiem, ze jutro wyjeżdżasz, to może porobimy coś dzisiaj? Oglądniemu może jakiś film?- spytałam.
-Super! Tylko już właśnie kończę pokowanie, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę.- uśmiechnął się.
-Pomuc Ci?- zaproponowałam.
-A mogłabyś?- zapytał z nadzieją.
-Jasne.
Tak o to spędziłam popołudnie z Kamilem. Pomogłam mu się spakować, potem obejrzeliśmy film. Zrobiliśmy obiad dla wszystkich a wieczorem cała ekipa usiadła w salonie i razem graliśmy w Monopol. Tak zleciał mi dzień z Kimim. Zerknęłam na zegarek była już 18:47. Wow! Jak ten czas szybko leci. Ze względu, że jutro znów jest trening i trzeba będzie zawieźć Kamila na lotnisko postanowiłam iść spać.
-Ja już idę się myć i spać.- oznajmiłam.
-Już jest dopiero...- popatrzyła na godzinę Axelle.- Boże! Już 21:05.
-No właśnie. Wole się wyspać na jutro. Wiecie, że nienawidzę rano wstawać nie wyspana.- wytłumaczyłam.
-Pff, Ty w ogóle nie lubisz rano wstawać.- zakpił Marco.
-Bo kocham spać!- krzyknęłam.
-To się z nim ożeń.- zachichotał Paul.
-Nie bo będziesz zazdrosny.- droczyłam się.
-Jestem gejem... Ale i tak jestem zazdrosny.- uśmiechnął się.
-Ja wiem.- potwierdziłam.- Okey, ja idę spać. Do jutra.- pomachałam wychodząc z salonu.
-Do jutra!- krzykneli chórem.- Słodkich snów.
Przebrałam się w moją "piżamę". Po prostu kocham spać w dużych bluzkach i majtkach, tak jest mi najwygodniej. Położyłam się do łóżka, założyłam słychawki i włączyłam sobię piosenkę Justina "Take You" acoustic, kocham tą piosenkę. Już po usłyszałam pierwsze dzwięki:
Hey, what's the situation, whoa?
I'm just tryna make a little conversation,
Why the hesitation, whoa?
Tell me what your name is? For your information.
I'm just tryna make a little conversation,
Why the hesitation, whoa?
Tell me what your name is? For your information.
Sama nie wiem, kiedy usnęłam.
_____________________________
Rozdział 11 już jest. Mamy nadzieję, że się podobało! Prosimy o komentarze, ponieważ nie wiemy czy ktoś to czyta. Wystarczy zwykłe "czytam" lub ";D". Dla tych, którzy mają blogi rozumieją jakie to jest ważne.
Do następnego!
PRZEPRASZAMY ZA BŁĘDY, ALE CHCEMY DODAĆ JAK NAJSZYBCIEJ NOWY ROZDZIAŁ, A JAK WIDZIMY BŁĘDY CIĘŻKO JE POTEM ODNALEŹĆ W EDYTORZE... MAMY NADZIEJĘ, ŻE ROZUMIECIE :)
PRZEPRASZAMY ZA BŁĘDY, ALE CHCEMY DODAĆ JAK NAJSZYBCIEJ NOWY ROZDZIAŁ, A JAK WIDZIMY BŁĘDY CIĘŻKO JE POTEM ODNALEŹĆ W EDYTORZE... MAMY NADZIEJĘ, ŻE ROZUMIECIE :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter:
Oliwia-klik
Zuzia- klik
Wszystko było super :) Wasze opowiadania bardzo mnie wciągnęły c:
OdpowiedzUsuń