POV JUSTIN
Zszedłem na dół zrobić obiad, bo inaczej bym ją tam wycałował. Ona jest niesamowita! Jej usta... Miękkie, soczyste i takie namiętne. Długo czekałem na to, żeby ich zasmakować. Tak się zamyśliłem, że na ostatnim schodku się wyjebałem.
-Aaa!- krzyknąłem jak jakaś baba.
Chwilę później zbiegała ze schodów Lena.
-Justin! Nic Ci nie jest?- zapytała zmartwiona.
-Nie, nie.- załapałem się za kostkę.- Szybko jesteś.- popatrzyłem na nią i się uśmiechnąłem.
-Amm...- zawahała się.- Po prostu szłam w stronę schodów i usłyszałam krzyk, no i się przestraszyłam.
-Boisz się o mnie.- uśmiechnąłem się.
-Co?- zamyśliła się.-Aaa, tak, tak.
-Lena.- złapałem ją za rękę.- Nie wstydź się mnie i nie udawaj jakby nic się nie stało.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałem, że jest speszona. Musiałem to jakoś załagodzić i powiedzieć, że będzie dobrze.
-Wiem, wiem. To po prostu było... Takie nagłe i... Jeszcze mnie pomyliłeś z jakąś dziewczyną.-nagle się oburzyła.
-Ej! To było dla żartów. Nigdy bym Cię nie pomylił z jakąś inną dziewczyną.- puściłem oczko i wstałem.
-Niech Ci będzie.- również wstała.
-Oj... Nie gniewaj się.- objąłem ją w talii i pocałowałem w policzek. Mówiłem już, że nie mogę się powstrzymać? Jak tak, to prawda.
-Yhym.- zarumieniła się.
-Dobrze, chodź mój pomidorku do kuchni, zrobimy obiad.-pociągnąłem ją w stronę pomieszczenia.
-Hej! Ja nie jestem "pomidorkiem"- zaprotestowała i zrobiła cudzysłów z jednej ręki ponieważ drugą ją trzymałem.
-Jesteś, jesteś i nie zaprzeczaj "pomidorku".-zaśmiałem się.
-Cokolwiek.- dała już sobie spokój.
POV LENA
-Nigdy więcej nie zrobię z Tobą obiadu.- zaczęłam wyciągać mąkę z włosów.
-Zobaczymy.- oblizał usta i zaczął iść w moją stronę na co ja zaczęłam się cofać. Nagle wpadłam na ścianę. Cholera. Justin położył oby dwie ręce po moich stronach. Serce mi przyśpieszyło.
-I co teraz?- patrzył na mnie jakby miał mnie zaraz pożreć.
-Ni-e nie wiem.- za jąkałam się.
Jus oblizał swoje usta i popatrzył na moje, a później na moje oczy.
-Przepraszam.- wyszeptał.
-Za c...- nie zdążyłam dokończyć, bo chłopak mnie pocałował.
Był taki delikatny i zarazem namiętny. Położył swoją prawą rękę na moim policzku, a lewa na talii. Moje ręce przeniosły się na jego szyję i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Upss... Taki odruch. Usłyszałam jak Justin mruknął, na co się uśmiechnęłam. Chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o pozwolenie, które mu po chwili dałam. Zaczęliśmy toczyć walkę. Staliśmy tak przy ścianie z dziesięć minut. Chwilę później się oderwaliśmy zmęczeni. Patrzyliśmy sobie w oczy, aż poczułam jak moje policzki robią się ciepłe, więc spuściłam głowę w dół i patrzyłam na nasze ciała dzielące się dosłownie centymetrami.
-Powinniśmy posprzątać po obiedzie.- kiwnęłam głową w stronę stołu na co chłopak odwrócił głowę.
-Aaaa, tak. Chodźmy.
Pomogłam Justin'owi w sprzątaniu. A co do obiadu, to było świetnie. Tata Justin'a jest naprawdę fajnym facetem. Zabawny, mądry i przystojny. Już wiadomo po kim Jus to ma. Dzieciaki, jak to dzieciaki... Rozgadane, wesołe, gadają co popadnie. Normalnie już ich kocham! Są tacy słodcy. Tak się zamyśliłam, że zapomniałam, że jutro trzeba jechać na próbę.
-Justin...- zaczęłam.- Muszę już iść.
-Co?! Nie!- krzyknął jakby obdzierano go ze skóry.- Jest już 20:35. Zostajesz tutaj.
-Ale, ja nie mogę... Twój tata, rodzeństwo... Twoja mama zaraz przyjedzie.- tłumaczyłam się.
-Daj spokój... Są tu wolne pokoje. Co prawda nie jest to jak mój dom w Los Angeles, ale coś się znajdzie. A dzieciaki i tata będą szczęśliwi.- uśmiechnął się pocieszająco.
-Okey... Zadzwonię tyko to reszty im powiem.- ruszyłam w stronę korytarza by zadzwonić.
POV JUSTIN
Robiłem wszystko żeby zatrzymać Lenę. Nie chcę żeby jechała do domu, chcę jeszcze trochę czasu z nią spędzić. Po za tym jest późno, zimno i nie wiadomo jakie palanty się kręcą -o tej porze. Jakby znów trafiła na tego gościa z parku? Nie, nie! Nawet o tym nie chcę myśleć. Jest osobny pokój nawet dla niej. Po za tym moja mama zaraz przyjdzie a ostatnio się pytała mnie czy zaproszę Lenę do nas na obiad, bo to taka dobra dziewczyna. No to się ucieszy jak ją zobaczy. Tata też ją polubił, sam mi to powiedział jak wyszła na chwilę do toalety, a dzieciaki cały czas za nią biegają. Szczerze to myślałem, że po Selenie nikt dla nich nie będzie taki dobry, ale no cóż... Lena to anioł w ludzkim ciele.
POV LENA
-Dobrze, już powiedziałam.-uśmiechnęłam się i schowałam telefon do kieszeni spodni.- Zaraz, zaraz! Ja nie mam ciuchów, ani kosmetyków na jutro.- spanikowałam.
-Spokojnie. Dam Ci moją koszulkę, a kosmetyki nie są Tobie potrzebne. Zaraz Ci dam szczoteczkę i ręczniki żebyś się odświeżyła i...- złapał na moje poklejone włosy.- Zmyła mąkę z włosów.- zaśmiał się.
-Ciekawe kogo to sprawka.- sprostowałam.
-To nie ja.- odsunął się i podniósł ręce w geście obronnym.
Zaśmialiśmy się i usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu. Odwróciliśmy się w tamtą stronę i zobaczyliśmy Pattie.
-Ooo Lena. Jak dobrze Cię widzieć.- uśmiechnęła się.- Jak się czujesz skarbie?- zapytała.
-Dobrze, dziękuję.- odpowiedziałam tym samym i od razu przypomniała mi się dzisiejsza próba. Justin chyba to zauważył, bo objął mnie ramieniem i powiedział, że wskaże mi pokój.
Chwilę później Pattie witała się ze swoim byłym mężem i jego dziećmi.
-Tu masz łazienkę i zaraz dam Ci koszulkę.- uśmiechnął się.
Pokiwałam głową, że rozumiem i weszłam do środka. Łazienka była ładna, nawet duża. Zaczęłam się rozbierać. Byłam w staniku i już miałam rozpinać rozporek od spodni, gdy nagle drzwi się otworzyły.
-Mam dla Ciebie koszu...-zatrzymał się popatrzył się na mnie zdezorientowany.- Przepraszam, myślałem, że jesteś ubrana.- zakrył oczy na co się zachichotałam i wzięłam od niego rzeczy.
Szybko się wykąpałam i umyłam włosy. Zaczęłam się ubierać i, gdy już to zrobiłam ruszyłam w stronę pokoju Justina.
Zapukałam i jak usłyszałam, że mogę wejść otworzyłam drzwi.
-Pokażesz mi gdzie jest szczoteczka i pasta.
Jus patrzył na mnie zaskoczony. No w sumie to stałam w progu w majtkach, jego koszulce i przecierałam włosy ręcznikiem.
-Zrób zdjęcie starczy na dłużej.- powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
-A tak, tak.- odkaszlnął.- Już Ci pokazuje.- poszedł w stronę łazienki. Widziałam, że był jeszcze zawstydzony. Bieber wyciągnął potrzebne rzeczy dla mnie i chciał już wychodzić, lecz go zatrzymałam.
-Ej!- pociągnęłam go za rękę.- Nie udawaj, że nic się nie stało.- wykorzystałam jego słowa.
-Ja nie udaję.- zakpił.
-Ohh, serio Justin, serio?- patrzyłam na niego jak na idiotę.- To, że widziałeś mnie bez koszulki to nic takiego, naprawdę.-zapewniłam go.- Normalnie bym się zawstydziła, ale się przyzwyczaiłam jak chłopacy wchodzą do mnie do pokoju bez pytania.
-Okey.- patrzył na ziemie.
-Justin.- podniosłam jego podbródek do góry, żeby na mnie spojrzał.- Nie udawaj, że nie widziałeś dziewczyny bez bluzki.
-Wi-widziałem.- się jąkał.
-To czemu jesteś taki zawstydzony? Wiem, że nie mam idealnego ciała, ale chyba aż tak nie razi w oczy.- zaśmiałam się pod nosem.
-Nie!- krzyknął.
-Co "nie"?- zmarszczyłam czoło.
-Twoje ciało... Brak słów. Właśnie ono jest idealne.- złapał mnie za biodra i przysunął mnie bliżej siebie.
-Ju-justin?- zapytałam speszona.
-Oh...- chłopak puścił moje ciało i spojrzał na swoje stopy.
-Hej. Podobało mi się to.- podniosłam jego brodę, żeby spojrzał na mnie.
-Ach... Powiadasz, że Ci się podobało?- powiedział niskim głosem i złapał mnie z powrotem za biodra.
Przeszły po mnie ciarki. On ma taki seksowny głos.
-Mhm...- przygryzłam wargę.
Już schylał się, żeby mnie pocałować, ale ja to przerwałam.
-Justin.
-Przepraszam...- jego oczy posmutniały.
-Justin spójrz na mnie.
Gwiazdor spojrzał na mnie, wyczekując na to, co mam do powiedzenia.
-Dziwnie się zachowujemy.
-Czemu?- zmarszczył brwi.
-Bo... No wiesz, zachowujemy się jak...
-Para?- dokończył za mnie.
-Tak...- szepnęłam.
-Spokojnie. Każdy wie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.- uśmiechnął się pocieszająco.-My też to wiemy.-dodał.
-Tak, ale czy przyjaciele się całują?- zaczerwieniłam się na samo wspomnienie.
-My jesteśmy wyjątkowi...- powiedział i cmoknął mnie w czoło.
-Ja już chyba idę do siebie.- oznajmiłam.
-Już?!
-Mhm... Jest już późno.- zrobiłam smutną minę.
-Dobranoc.- pożegnał się Jus.
-Kolorowych snów.- uśmiechnęłam się ciepło.
Wychodziłam już z pokoju, ale chciałam jeszcze coś zrobić. Wychyliłam się zza framugi drzwi.
-Ym... Justin?- popatrzyłam na niego.
-Hmm?- zdziwił się chłopak.
-Dobrze całujesz.- puściłam mu oczko i poszłam do siebie.
_________________________________
Kolejny rozdział! :) Cieszycie się? Będzie coraz więcej Jeny. ♥
Do nn! :3
Zszedłem na dół zrobić obiad, bo inaczej bym ją tam wycałował. Ona jest niesamowita! Jej usta... Miękkie, soczyste i takie namiętne. Długo czekałem na to, żeby ich zasmakować. Tak się zamyśliłem, że na ostatnim schodku się wyjebałem.
-Aaa!- krzyknąłem jak jakaś baba.
Chwilę później zbiegała ze schodów Lena.
-Justin! Nic Ci nie jest?- zapytała zmartwiona.
-Nie, nie.- załapałem się za kostkę.- Szybko jesteś.- popatrzyłem na nią i się uśmiechnąłem.
-Amm...- zawahała się.- Po prostu szłam w stronę schodów i usłyszałam krzyk, no i się przestraszyłam.
-Boisz się o mnie.- uśmiechnąłem się.
-Co?- zamyśliła się.-Aaa, tak, tak.
-Lena.- złapałem ją za rękę.- Nie wstydź się mnie i nie udawaj jakby nic się nie stało.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałem, że jest speszona. Musiałem to jakoś załagodzić i powiedzieć, że będzie dobrze.
-Wiem, wiem. To po prostu było... Takie nagłe i... Jeszcze mnie pomyliłeś z jakąś dziewczyną.-nagle się oburzyła.
-Ej! To było dla żartów. Nigdy bym Cię nie pomylił z jakąś inną dziewczyną.- puściłem oczko i wstałem.
-Niech Ci będzie.- również wstała.
-Oj... Nie gniewaj się.- objąłem ją w talii i pocałowałem w policzek. Mówiłem już, że nie mogę się powstrzymać? Jak tak, to prawda.
-Yhym.- zarumieniła się.
-Dobrze, chodź mój pomidorku do kuchni, zrobimy obiad.-pociągnąłem ją w stronę pomieszczenia.
-Hej! Ja nie jestem "pomidorkiem"- zaprotestowała i zrobiła cudzysłów z jednej ręki ponieważ drugą ją trzymałem.
-Jesteś, jesteś i nie zaprzeczaj "pomidorku".-zaśmiałem się.
-Cokolwiek.- dała już sobie spokój.
POV LENA
-Nigdy więcej nie zrobię z Tobą obiadu.- zaczęłam wyciągać mąkę z włosów.
-Zobaczymy.- oblizał usta i zaczął iść w moją stronę na co ja zaczęłam się cofać. Nagle wpadłam na ścianę. Cholera. Justin położył oby dwie ręce po moich stronach. Serce mi przyśpieszyło.
-I co teraz?- patrzył na mnie jakby miał mnie zaraz pożreć.
-Ni-e nie wiem.- za jąkałam się.
Jus oblizał swoje usta i popatrzył na moje, a później na moje oczy.
-Przepraszam.- wyszeptał.
-Za c...- nie zdążyłam dokończyć, bo chłopak mnie pocałował.
Był taki delikatny i zarazem namiętny. Położył swoją prawą rękę na moim policzku, a lewa na talii. Moje ręce przeniosły się na jego szyję i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Upss... Taki odruch. Usłyszałam jak Justin mruknął, na co się uśmiechnęłam. Chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o pozwolenie, które mu po chwili dałam. Zaczęliśmy toczyć walkę. Staliśmy tak przy ścianie z dziesięć minut. Chwilę później się oderwaliśmy zmęczeni. Patrzyliśmy sobie w oczy, aż poczułam jak moje policzki robią się ciepłe, więc spuściłam głowę w dół i patrzyłam na nasze ciała dzielące się dosłownie centymetrami.
-Powinniśmy posprzątać po obiedzie.- kiwnęłam głową w stronę stołu na co chłopak odwrócił głowę.
-Aaaa, tak. Chodźmy.
Pomogłam Justin'owi w sprzątaniu. A co do obiadu, to było świetnie. Tata Justin'a jest naprawdę fajnym facetem. Zabawny, mądry i przystojny. Już wiadomo po kim Jus to ma. Dzieciaki, jak to dzieciaki... Rozgadane, wesołe, gadają co popadnie. Normalnie już ich kocham! Są tacy słodcy. Tak się zamyśliłam, że zapomniałam, że jutro trzeba jechać na próbę.
-Justin...- zaczęłam.- Muszę już iść.
-Co?! Nie!- krzyknął jakby obdzierano go ze skóry.- Jest już 20:35. Zostajesz tutaj.
-Ale, ja nie mogę... Twój tata, rodzeństwo... Twoja mama zaraz przyjedzie.- tłumaczyłam się.
-Daj spokój... Są tu wolne pokoje. Co prawda nie jest to jak mój dom w Los Angeles, ale coś się znajdzie. A dzieciaki i tata będą szczęśliwi.- uśmiechnął się pocieszająco.
-Okey... Zadzwonię tyko to reszty im powiem.- ruszyłam w stronę korytarza by zadzwonić.
POV JUSTIN
Robiłem wszystko żeby zatrzymać Lenę. Nie chcę żeby jechała do domu, chcę jeszcze trochę czasu z nią spędzić. Po za tym jest późno, zimno i nie wiadomo jakie palanty się kręcą -o tej porze. Jakby znów trafiła na tego gościa z parku? Nie, nie! Nawet o tym nie chcę myśleć. Jest osobny pokój nawet dla niej. Po za tym moja mama zaraz przyjdzie a ostatnio się pytała mnie czy zaproszę Lenę do nas na obiad, bo to taka dobra dziewczyna. No to się ucieszy jak ją zobaczy. Tata też ją polubił, sam mi to powiedział jak wyszła na chwilę do toalety, a dzieciaki cały czas za nią biegają. Szczerze to myślałem, że po Selenie nikt dla nich nie będzie taki dobry, ale no cóż... Lena to anioł w ludzkim ciele.
POV LENA
-Dobrze, już powiedziałam.-uśmiechnęłam się i schowałam telefon do kieszeni spodni.- Zaraz, zaraz! Ja nie mam ciuchów, ani kosmetyków na jutro.- spanikowałam.
-Spokojnie. Dam Ci moją koszulkę, a kosmetyki nie są Tobie potrzebne. Zaraz Ci dam szczoteczkę i ręczniki żebyś się odświeżyła i...- złapał na moje poklejone włosy.- Zmyła mąkę z włosów.- zaśmiał się.
-Ciekawe kogo to sprawka.- sprostowałam.
-To nie ja.- odsunął się i podniósł ręce w geście obronnym.
Zaśmialiśmy się i usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu. Odwróciliśmy się w tamtą stronę i zobaczyliśmy Pattie.
-Ooo Lena. Jak dobrze Cię widzieć.- uśmiechnęła się.- Jak się czujesz skarbie?- zapytała.
-Dobrze, dziękuję.- odpowiedziałam tym samym i od razu przypomniała mi się dzisiejsza próba. Justin chyba to zauważył, bo objął mnie ramieniem i powiedział, że wskaże mi pokój.
Chwilę później Pattie witała się ze swoim byłym mężem i jego dziećmi.
-Tu masz łazienkę i zaraz dam Ci koszulkę.- uśmiechnął się.
Pokiwałam głową, że rozumiem i weszłam do środka. Łazienka była ładna, nawet duża. Zaczęłam się rozbierać. Byłam w staniku i już miałam rozpinać rozporek od spodni, gdy nagle drzwi się otworzyły.
-Mam dla Ciebie koszu...-zatrzymał się popatrzył się na mnie zdezorientowany.- Przepraszam, myślałem, że jesteś ubrana.- zakrył oczy na co się zachichotałam i wzięłam od niego rzeczy.
Szybko się wykąpałam i umyłam włosy. Zaczęłam się ubierać i, gdy już to zrobiłam ruszyłam w stronę pokoju Justina.
Zapukałam i jak usłyszałam, że mogę wejść otworzyłam drzwi.
-Pokażesz mi gdzie jest szczoteczka i pasta.
Jus patrzył na mnie zaskoczony. No w sumie to stałam w progu w majtkach, jego koszulce i przecierałam włosy ręcznikiem.
-Zrób zdjęcie starczy na dłużej.- powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
-A tak, tak.- odkaszlnął.- Już Ci pokazuje.- poszedł w stronę łazienki. Widziałam, że był jeszcze zawstydzony. Bieber wyciągnął potrzebne rzeczy dla mnie i chciał już wychodzić, lecz go zatrzymałam.
-Ej!- pociągnęłam go za rękę.- Nie udawaj, że nic się nie stało.- wykorzystałam jego słowa.
-Ja nie udaję.- zakpił.
-Ohh, serio Justin, serio?- patrzyłam na niego jak na idiotę.- To, że widziałeś mnie bez koszulki to nic takiego, naprawdę.-zapewniłam go.- Normalnie bym się zawstydziła, ale się przyzwyczaiłam jak chłopacy wchodzą do mnie do pokoju bez pytania.
-Okey.- patrzył na ziemie.
-Justin.- podniosłam jego podbródek do góry, żeby na mnie spojrzał.- Nie udawaj, że nie widziałeś dziewczyny bez bluzki.
-Wi-widziałem.- się jąkał.
-To czemu jesteś taki zawstydzony? Wiem, że nie mam idealnego ciała, ale chyba aż tak nie razi w oczy.- zaśmiałam się pod nosem.
-Nie!- krzyknął.
-Co "nie"?- zmarszczyłam czoło.
-Twoje ciało... Brak słów. Właśnie ono jest idealne.- złapał mnie za biodra i przysunął mnie bliżej siebie.
-Ju-justin?- zapytałam speszona.
-Oh...- chłopak puścił moje ciało i spojrzał na swoje stopy.
-Hej. Podobało mi się to.- podniosłam jego brodę, żeby spojrzał na mnie.
-Ach... Powiadasz, że Ci się podobało?- powiedział niskim głosem i złapał mnie z powrotem za biodra.
Przeszły po mnie ciarki. On ma taki seksowny głos.
-Mhm...- przygryzłam wargę.
Już schylał się, żeby mnie pocałować, ale ja to przerwałam.
-Justin.
-Przepraszam...- jego oczy posmutniały.
-Justin spójrz na mnie.
Gwiazdor spojrzał na mnie, wyczekując na to, co mam do powiedzenia.
-Dziwnie się zachowujemy.
-Czemu?- zmarszczył brwi.
-Bo... No wiesz, zachowujemy się jak...
-Para?- dokończył za mnie.
-Tak...- szepnęłam.
-Spokojnie. Każdy wie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.- uśmiechnął się pocieszająco.-My też to wiemy.-dodał.
-Tak, ale czy przyjaciele się całują?- zaczerwieniłam się na samo wspomnienie.
-My jesteśmy wyjątkowi...- powiedział i cmoknął mnie w czoło.
-Ja już chyba idę do siebie.- oznajmiłam.
-Już?!
-Mhm... Jest już późno.- zrobiłam smutną minę.
-Dobranoc.- pożegnał się Jus.
-Kolorowych snów.- uśmiechnęłam się ciepło.
Wychodziłam już z pokoju, ale chciałam jeszcze coś zrobić. Wychyliłam się zza framugi drzwi.
-Ym... Justin?- popatrzyłam na niego.
-Hmm?- zdziwił się chłopak.
-Dobrze całujesz.- puściłam mu oczko i poszłam do siebie.
_________________________________
Kolejny rozdział! :) Cieszycie się? Będzie coraz więcej Jeny. ♥
Do nn! :3
*,* Oni niedługoooo będą parąąąą jeeeeeeeeeeeej <3
OdpowiedzUsuń