- Lena, Lena! - zawołała Kate.
- Co? - spytałam, zaskoczona entuzjazmem Kasi.
- Chris pisał, że robi dzisiaj domówkę. Chcemy zrobić niespodziankę Ryanowi i Chazowi. Co ty na to? - powiedziała podekscytowana.
Nie wspominałam, że wróciliśmy dwa dni temu z Bostonu. Mieliśmy być tam tydzień, ale skróciliśmy nasz pobyt i wróciliśmy dwa dni wcześniej.
- Hm... Może się udać. Na którą jest impreza?
- Na dwudziestą pierwszą - oznajmiła Kate. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i z napięciem poszłam do swojego pokoju.
Spojrzałam na zegarek, na którym widniała 19:24. Miałam mało czasu na przygotowania. Szybko wskoczyłam do łazienki i nalałam gorącej wody do wanny. Rozebrałam się z dresów i weszłam do przygotowanej kąpieli. Namydliłam swoje ciało kokosowym żelem i umyłam włosy migdałowym szamponem. Spłukałam powstałą pianę i nałożyłam odżywkę na włosy.
Po wyjściu z wanny okryłam się białym, puszystym ręcznikiem. Rozczesałam i wysuszyłam swoje włosy. Następnie wyprostowałam je do perfekcji. Przemyłam swoją twarz tonikiem i nałożyłam podkład. Potem nabrałam pędzlem róż i delikatnie musnęłam swoje kości policzkowe. Czarnym eyelinerem narysowała wyrazistą kreskę, a tuszem podkreśliłam rzęsy. Jasnoróżową szminką pomalowałam swoje usta. Poszłam do swojej garderoby i wybrałam czarno-miętową, rozkloszowaną sukienkę, a do tego czarne szpilki. Efekt końcowy był oszołamiający.
Zerknęłam na budzik stojący na szafce nocnej.
- Cholera - przeklęłam pod nosem gdy zobaczyłam 20:46. Szybko spakowałam telefon, klucze i szminkę do kopertówki. Psiknęłam się moimi ulubionymi perfumami od Christiny Aguilery, po czym zbiegłam po schodach do reszty paczki.
- Jezu, dla kogo ty się tak wystroiłaś? - zapytał podejrzliwie Marco.
- Wiesz, że lubię dobrze wyglądać - odpowiedziałam sfrustrowana.
Spojrzałam na resztę chłopaków. Mogłabym przysiąc, że ich szczęki, jakby mogły, wylądowały na podłodze.
- Wow! Gdybym nie był gejem brałbym Cię... Najlepiej tu i teraz - powiedział uśmiechnięty Paul, na co wszyscy się zaśmiali.
- Ślicznie wyglądasz! - skomplementowała mnie Axelle.
- Dziękuję. Ty też - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy do naszych samochodów.
Musimy jeździć na dwa samochody ponieważ jest nas dwanaścioro.
- Ja nie prowadzę! - odezwał się z bezczelnym uśmieszkiem Nick.
- Skoro nie możesz prowadzić, nie możesz też pić - odpyskował dumnie Tao, powodując u wszystkich chichot.
- Ej no.. Bez przesady. Wiecie i tak nie mam prawa jazdy - tłumaczył się piętnastolatek.
- Wiemy, przecież się tylko z Tobą droczymy - odpowiedziała Caroline.
- Ale i tak nie pijesz - dogryzł, wskazując palcem na chłopaka Matt. Nick głośno westchnął i wszedł do auta z kierującym Alexem.
***
Po 10 minutach dotarliśmy pod dom Chrisa. Impreza trwała w dobre, iż była już 21:28. Ruszyliśmy w kierunku drzwi wejściowych. Weszliśmy do środka rozglądając się za naszymi przyjaciółmi. Zauważyłam Ryana z Chazem rozmawiających z... O mój Boże...
- Lena! - wyrwała mnie z zamyśleń Victoria. - Patrz! Czy ty widzisz to samo co ja?!
- T-tak... To jest...
- Justin Bieber - dokończył za mnie spokojnie Paul, podchodząc do nas z alkoholem w ręce.
Wszyscy staliśmy jak wryci, dopóki nie podszedł do nas Chris.
- Hej! Miło Was widzieć - przywitał się z nami. - Chodźcie, myślę, że już czas na niespodziankę - powiedział podekscytowany przystojniak. Nieśmiało ruszyliśmy za nim, właściwie oni ruszyli; ja nie mogłam wyjść z podziwu, że widzę mojego idola. Nie wiedziałam jak się zachować. Trzęsłam się jak galareta, moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Jedyne, co słyszałam to dudniąca muzyka i wrzaski przyjaciół.
- A gdzie jest Lena? - usłyszałam stłumiony głos Ryana. Ochłonęłam i zdecydowałam się ruszyć w ich kierunku.
- Tutaj. Myślałam, że już nie zapytasz - oznajmiłam pewna siebie, stojąc za nim.
- Lena! - rzucił się na mnie chłopak, podnosząc mnie w uścisku.
- Teraz moja kolej! - powiedział Chaz, wydymając dolną wargę. Zaśmiałam się podchodząc do przyjaciela. Ten zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Dobra Chaz, starczy zaraz mnie udusisz - rzuciłam żartobliwie. Puścił mnie, po czym odetchnęłam z ulgą.
- Chodź, przedstawię Ci kogoś - pociągnął mnie za rękę Chris.
- Co? Kogo? - odpowiedziałam zmieszana.
- Lena, to jest Justin, mój przyjaciel - zapoznał mnie z "nieznaną" osobą - Justin, to jest Lena.
- Hej, miło Cię poznać - powiedział Bieber, z uśmiechem podają mi rękę.
- H-hej, mi również - odpowiedziałam jąkając się, odwzajemniając uścisk dłoni. No pięknie, jąkałam się jak jakaś idiotka. Co on sobie o mnie pomyśli? Chwilę porozmawialiśmy, aż nagle w tle zaczęła lecieć piosenka "Radioactive".
- Kocham tą piosenkę! - pisnęłam, jak poparzona -Chodź zatańczyć - pociągnęłam odruchowo Justina za rękę, prowadząc go w stronę parkietu. Po fakcie zorientowałam się, co zrobiłam.
- Ojej. Przepraszam. Jak nie chcesz to nie musimy tańczyć, to był impuls - wyjaśniłam zawstydzona.
- Nic się nie stało. Przecież to tylko taniec - odpowiedział chichocząc gwiazdor.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Nagle chłopak złapał moją rękę odwracając mnie tyłem do siebie. Przyciągnął moją drobną sylwetkę do swojego torsu i złapał w talii. Nie wiedziałam jak się zachować. Traciłam kontrolę nad własnym ciałem. Po krótkiej chwili przyzwyczaiłam się do jego bliskości. Podczas tańca widziałam dziewczyny z grupy, które pokazywały mi kciuki w górę. Inne zaś wysyłały mi zabijające, pełne zazdrości spojrzenia. Przetańczyliśmy razem około cztery piosenki, jednak postanowiliśmy się napić. Poszliśmy do kuchni po napój. Znaleźliśmy wolne miejsce w koncie salonu, gdzie od razu się wybraliśmy. Byłam bardzo skrępowana rozmową z moim idolem. Ze zdenerwowania zaczęłam zgniatać kubek. Justin chyba to zauważył, bo zaczął chichotać.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Nagle chłopak złapał moją rękę odwracając mnie tyłem do siebie. Przyciągnął moją drobną sylwetkę do swojego torsu i złapał w talii. Nie wiedziałam jak się zachować. Traciłam kontrolę nad własnym ciałem. Po krótkiej chwili przyzwyczaiłam się do jego bliskości. Podczas tańca widziałam dziewczyny z grupy, które pokazywały mi kciuki w górę. Inne zaś wysyłały mi zabijające, pełne zazdrości spojrzenia. Przetańczyliśmy razem około cztery piosenki, jednak postanowiliśmy się napić. Poszliśmy do kuchni po napój. Znaleźliśmy wolne miejsce w koncie salonu, gdzie od razu się wybraliśmy. Byłam bardzo skrępowana rozmową z moim idolem. Ze zdenerwowania zaczęłam zgniatać kubek. Justin chyba to zauważył, bo zaczął chichotać.
- Lepiej to odłóż, bo wylejesz na siebie - uśmiechnął się łobuzersko Bieber.
- Nie, tylko się lekko denerwuję - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Czym? - zapytał podejrzliwie Jus.
- Bo... um... wiesz...- znów zaczęłam się jąkać.
- Jesteś moją fanką? - zapytał pewny siebie Justin.
- Co? Pff... - machnęłam ręką, próbując go przekonać, że tak nie jest. - A widać?- spytałam ciszej, lekko unosząc brwi.
- Trochę - zachichotał chłopak.
- Więc już znasz prawdę - powiedziałam niepewnie.
- Cieszę się, to miłe - uśmiechnął się zalotnie.
- Wiesz, jestem ciekawa czemu ludzie się na Ciebie nie rzucili - oznajmiłam zdziwiona.
- No, bo widzisz, ludzie ze Stratford mnie znają, więc nie reagują na mnie jak w innych krajach - odpowiedział.
- Ale wiesz... Tamte dziewczyny pożerają Cię wzrokiem - kiwnęłam głową pokazując na grupkę dziewczyn stojących w drugim koncie pokoju.
- Hm...zazdrosna? - poruszył śmiesznie brwiami uśmiechając się łobuzersko.
- Nie? - odpowiedziałam pytająco, przygryzając dolną wargę. Justin popatrzył na mnie i oblizał usta.
Myślałam, że zaraz zemdleję, on jest taki seksowny, aż mi się gorąco zrobiło. Zauważyłam, że skończyły nam się drinki, więc postanowiliśmy iść po kolejne i tak następne trzy razy. Po jakiś dwóch godzinach byłam już troszkę wcięta, w sumie Justin też. Muszę przyznać, że po jakimś czasie traktowałam go, jak starego znajomego, a nie super gwiazdę. Zerknęłam na zegarek, który miałam na ręku. Cyfry były trochę rozmazane, lecz odczytałam 1:17.
Myślałam, że zaraz zemdleję, on jest taki seksowny, aż mi się gorąco zrobiło. Zauważyłam, że skończyły nam się drinki, więc postanowiliśmy iść po kolejne i tak następne trzy razy. Po jakiś dwóch godzinach byłam już troszkę wcięta, w sumie Justin też. Muszę przyznać, że po jakimś czasie traktowałam go, jak starego znajomego, a nie super gwiazdę. Zerknęłam na zegarek, który miałam na ręku. Cyfry były trochę rozmazane, lecz odczytałam 1:17.
- Kurwa - powiedziałam pod nosem.
- Coś się stało? - zapytał Bieber.
- Jest już późno, a jutro mamy na 8:00 próbę.
- Próbę? Czego? - spytał zmieszany.
- Taneczną - odpowiedziałam dumnie.
- Aaa... Ryan coś wspominał. To stąd te zgrabne ruchy - mrugną do mnie zalotnie, przez co się zarumieniłam. Z naszej rozmowy wyrwał nas Marco.
- Lena musimy już iść, bo jutro nie wstaniemy - oznajmił Gonzales.
- Dobrze tatoo... - odpowiedziałam żartobliwie.
- Dobra, idę zbierać resztę ekipy - westchną. - Czekam w samochodzie - oznajmił, żegnając się z Justinem braterskim uściskiem.
- Okey, zaraz będę - odpowiedziałam z uśmiechem - Więc czas się pożegnać - powiedziałam smutno.
- Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - odpowiedział z nadzieją chłopak.
- Ja też - uśmiechnęłam się zalotnie - To do zobaczenia... Mam nadzieję - powiedziałam, gdy nagle Justin mnie przytulił na pożegnanie. Poczułam motylki w brzuchu, zresztą jak przez cały wieczór. Czułam się przy nim tak bezpiecznie.
- Pa! - odpowiedziałam, odchodząc chwiejnym krokiem. Na co Bieber zachichotał i pomachał.
***
W domu wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż, ubrałam się w piżamę i od razu rzuciłam się na łóżko. Nie musiałam długo czekać, aż Morfeusz zabierze mnie do krainy snów.
________________
I o to mamy pierwszy rozdział, pisany o 3 nad ranem. ;) Trochę długi, ale mamy nadzieję, że Wam się spodoba. Z góry przepraszamy za błędy. :3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Łał.. świetnie się zaczyna! mam nadzieje, że akcja się niedługo rozkręci! <3
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawe opowiadanie zapraszzm do mnie www.one-year-without-you-jb.blogspot.com
OdpowiedzUsuńSwietny!
OdpowiedzUsuńFajny!
OdpowiedzUsuńSuper :) Mam nadzieje ze nie usuniecie tego bloga bo będę smutna :(
OdpowiedzUsuńJakie swietne
OdpowiedzUsuń