wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 3

   Wbiegłam jak poparzona do pokoju, Kate tylko na mnie spojrzała zdezorientowana.
- Lena, co się stało? - spytała zmartwionym głosem.
- Chodzi o te warsztaty - powiedziałam zakłopotana.
- Co z nimi nie tak? - powiedziała zdziwiona.
- To znaczy nie chodzi o warsztaty, tylko o Justina - oznajmiłam.
- Co z nim nie tak? Myślałam, że się cieszysz, w końcu jesteś jego fanką - odpowiedziała.
- Tak, ale wtedy na imprezie, to było niesamowite, ale jak się dowiedziałam, że będę się z nim widywała przez cztery miesiące codziennie, to po prostu zrozumiałam, że to zły pomysł - powiedziałam smętnie.
- Zły pomysł? - spytała zdziwiona. - Nawet nie wiesz ile dziewczyn Ci zazdrości -wyrzuciła ręce w powietrze.
- Ty nie rozumiesz - powiedziałam oburzona.
   Kate westchnęła. Popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem.
- Lena... Rozumiem Cię, ale nie powinnaś się podawać. Nie możesz się znów w sobie zamknąć, niedawno co Cię odzyskaliśmy - powiedziała, prawie płacząc.
- Ej... Nie zamknę się w sobie, po prostu po tym wszystkim nie chcę, zawierać nowych znajomości. To boli - powiedziałam ostanie słowa szeptem.
- Rozumiem Cię, ale wiesz, że to niemożliwe. Codziennie poznajesz nowych ludzi, nie możesz się przed nimi chować. To nic nie da, będzie tylko gorzej - powiedziała szczerze.
- Okey, będę sobą, ale zrobię wszystko żeby olewać Justina - stwierdziłam dumnie.
- Dlaczego tylko jego? Przecież jest dla Ciebie kimś ważnym.
- Właśnie, kimś ważnym. To będzie trudne, ale muszę z tym walczyć - powiedziałam niepewnie.
- Dobra, chodź i tak obie wiemy, że to się nie uda - oznajmiła Kate.
- Wiem, muszę próbować - powiedziałam szeptem - Mam nadzieję, że nie pamięta tego, był trochę wcięty, w sumie tak samo jak ja - zachichotałam.
- Tak, to chyba jak każdy - powiedziała z uśmiechem. - Chodź wątpię, że nie pamięta, aż tak pijany nie był jak Ty - oznajmiła, nadal się uśmiechając.
- Nieprawda, nie byłam taka pijana - oburzyłam się.
- Nie wcale, tylko jak szłaś po schodach do swojego pokoju, to się potknęłaś i zaczęłaś śmiać jak idiotka - powiedziała, śmiejąc się dziewczyna.
- Ha ha ha, Ty byłaś nie lepsza, chciałaś pomóc mi wstać i sama się wywróciłaś i śmiałaś jak wariatka - odgryzłam się.
- Oj.. Dobra już, przynajmniej się dobrze bawiłyśmy - oznajmiła.
- To na pewno - uśmiechnęłam się. - Ja już lecę spać, bo jestem trochę zmęczona - powiedziałam, ziewając.
- Ja też, to do jutra. Tylko nie śpij do czternastej, jak Ty to lubisz w niedziele... I nie tylko - zaśmiała się.
- Dobra, w końcu mam niedzielę - powiedziałam wesoła. - I dziękuję, że mogłam z Tobą porozmawiać - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie ma za co skarbie, ze mną możesz o wszystkim porozmawiać - powiedziała, przytulając mnie.
- Wiem - odsunęliśmy się od siebie. - Dobranoc - powiedziałam łapiąc za klamkę.
- Dobranoc, słodkich snów - krzyknęła dziewczyna, gdy już wyszłam.
  Od razu się położyłam na łóżko, próbując usnąć. Rozmowa z Kate pomogła mi, ciężko mi z tym wszystkim, ale przynajmniej nie jestem z tym sama, ekipa bardzo mnie wspiera, chodź wiedzą, że to dla mnie nie jest łatwe. Jeszcze chwilę myślałam, aż zasnęłam. 

***

POV JUSTIN
   - Justin! - usłyszałem głos mamy.
- Jeszcze pięć minut! - powiedziałem błagalnym głosem.
- Justin, wstawaj Scooter na Ciebie czeka, chce Ci coś powiedzieć - oznajmiła.
- Już, daj mi pięć minut - odpowiedziałem dalej z zamkniętymi oczami.
- Dobrze, czekamy na dole - powiedziała, wychodząc.
   Wstałem leniwie z łóżka i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się w czarne rurki z niskim krokiem, białą bluzkę w serek i czerwone supry oraz w takim samym kolorze bandamkę, umyłem zęby, włosy ułożyłem do perfekcji i wszedłem na dół do salonu, gdzie Scoot już czekał.
- No wreszcie, ile można się szykować? Miało być pięć minut a nie pół godziny - powiedział oburzony Braun.
- Ciebie też miło widzieć - uśmiechnąłem się sztucznie, witając się z nim uściskiem.
- Dobra, nie mamy czasu. Muszę Ci coś powiedzieć - oznajmił, uśmiechając się.
- A Ty co taki szczęśliwy? - popatrzyłem na niego pytającym wzrokiem.
- No więc... Wiem, że masz teraz przerwę od koncertów i chciałeś odpocząć, dlatego przyjechałeś do dziadków, ale załatwiłem Wam warsztaty taneczne, żebyście się podszkolili. Co Ty na to? - spytał z nadzieją w głosie.
- Scooter - przeciągnąłem jego imię oburzony. - Sam powiedziałeś, że mam odpocząć, a Ty mi jeszcze każesz uczestniczyć w jakiś warsztatach, poza tym ludzie z teamu są świetni, co Ty jeszcze chcesz? - spytałem nadal oburzony.
- Okey, rozumiem Cię, ale wiesz jak u nich ciężko się dostać na warsztaty? - powiedział menadżer. - To jest jedna z najlepszych grup tanecznych na CAŁYM ŚWIECIE - podkreślił ostatnie słowa. - Nie zaszkodzi Wam trochę wskazówek.
- Dobra, ale jak teraz wszystkich ściągniesz tutaj? - zapytałem.
- Już się tym zająłem, są w drodze, będą jutro rano. Pokoje w hotelach też już maja pozajmowane - oznajmił, uśmiechając się.
- Okey, a tak w ogóle to jak się nazywa ta "super grupa"? - ostanie słowa powiedziałem, robiąc cudzysłów.
- Impossible Twelve - powiedział wzruszając ramionami.
   Od razu mi się przypomnieli ludzie, których poznałem na imprezie u Christiana.
- Czekaj, to nie jest ta grupa z Europy? - spytałem podejrzliwie.
- Tak, a coś nie tak? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie.. To znaczy tak, wczoraj poznałem ich na imprezie u Chrisa - mówiłem nadal zdezorientowany.
- Wiem, byłem dzisiaj na ich próbie żeby im wszystko przekazać. Zgodzili się na współpracę - uśmiechnął się mężczyzna.
- Co!? - prawie krzyknąłem. - Przecież trening mieli a ósmą, a jest - spojrzałem ja zegarek wiszący na ścianie. - 14:30. Upss...To już chyba po próbie - powiedziałem zdziwiony godziną.
- No, wczoraj nieźle zabalowałeś - zaśmiał się Braun.
- Eee, było fajnie, ale się nie upiłem bardzo, wszystko pamiętam - od razu się wytłumaczyłem.
- Masz szczęście. Dobrze, że Cię tutaj wszyscy znają, nie chcemy nowych plotek - ostrzegł Scoot.
- Tak, wiem. A w ogóle, kiedy zaczynamy? I ile będą trwały te warsztaty? - dopytywałem.
- W poniedziałek. A warsztaty będą trwały cztery miesiące - powiedział jakby nigdy nic.
- Co?! - wydarłem się na cały dom. - Czy Ty oszalałeś? Cztery miesiące! To chyba jakiś żart! - ciągle się darłem.
- Spokojnie, będziecie mieć przerwy, przecież za trzy miesiące wracasz w trasę to będzie ich mniej - tłumaczył się mężczyzna.
- To, że niby będą z nami jeździć w trasie ten ostatni miesiąc? - spytałem.
- Tak, oni też zaczynają swoją trasę, więc postanowiliśmy je połączyć - uśmiechnął się lekko.
- Zabiję Cię kiedyś, naprawdę - warknąłem.
- Tak, tak ja też Cię kocham - powiedział przez śmiech.

***

   Scooter jeszcze chwilę został, ustaliliśmy jak to wszystko będzie wyglądać. Nie jest tak źle jak mi się wydawało, ale codzienne treningi rano, chciałem chociaż trochę odpocząć. Zerknąłem na wyświetlacz ekranu mojego iPhone, który wskazywał 18:57. Poszedłem zrobić sobie kolację, zjadłem, włożyłem brudne naczynia do zmywarki i poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem czyste ciuchy i ruszyłem w stronę łazienki. Zdjąłem ubrania i wszedłem pod prysznic, umyłem ciało brzoskwiniowym żelem, a włosy cytrusowym szamponem. Spłukałem powstałą pianę, wytarłem się ręcznikiem, założyłem bokserki i białą koszulkę z dekoltem w kształcie litery "V". Włosy przeczesałem ręką i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Położyłem się na łóżko myśląc o tym, że pojutrze znów zaczynam treningi. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

_______________________
Jest i rozdział 3 mam nadzieję, że się spodoba, trochę długi... ;) Proszę o komentarze one są ważne, musimy wiedzieć ile Was jest i czy w ogóle ktoś czyta. Do następnego! :*

1 komentarz: