POV LENA
Obudziłam się i bolała mnie głowa od płaczu. Próbowałam wstać, ale uniemożliwiała mi to kogoś ręka. Z kim ja spałam? Odwróciłam się i zobaczyłam Justina. A, no tak. On mnie wczoraj uspokajał. Gdybym nie była w takim stanie nie pozwoliłabym mu spać razem ze mną. Zasnął w ciuchach, a ja byłam praktycznie półnaga. Ja to jestem głupia...Wczoraj był słodki. Brakowało mi jego obecności w naszym domu. Zabrałam jego rękę z mojej talii i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i wyszłam w samym ręczniku do pokoju, z myślą, że chłopak nadal śpi. Myliłam się. Już siedział na łóżku i przecierał swoje zaspane oczy. Był plecami do mnie, ale gdy usłyszał moje kroki odwrócił się w moją stronę.
-Cześć.- przeleciał mnie swoim wzrokiem.
-Hej.- przywitałam się nieśmiało ze względu na mój ubiór.
Znowu gafa! Justin wyczuł napięcie i kierował się już do wyjścia.
-To ja już pójdę.- wyszedł za drzwi, ale coś mi mówiło żebym go zawołała.
-Justin!
Chłopak cofnął się do mojego pokoju.
-Tak?- zapytał zdziwiony.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy.- odpowiedział tym samym i wyszedł.
Podeszłam do garderoby i myślałam nad tym co założyć. Miałam pustkę w głowie, ale w końcu się zdecydowałam na to. Zeszłam na dół i przywitałam się ze wszystkimi. Ku mojemu zdziwieniu na kanapie siedział Chaz i Ryan.
-Bardzo ładnie wyglądasz.- uśmiechnęła się Axelle.
-Dziękuję.- powiedziałam uprzejmie.
-Jak się spało z Bieberem?- zapytał Paul.
-Normalnie?- odpowiedziałam pytająco.
-Oni spali razem?!- poderwał się Ryan.
-Tak. Żebyście widzieli jak się przytulali.- śmiał się Matt.
Mierzyłam wszystkich wzrokiem. Wszyscy się śmiali tylko nie Kamil. Był śmiertelnie poważny i smutny?
-Skąd Wy się o tym dowiedzieliście?- zapytał Justin.
-Kami zobaczył co Ty tak długo robisz na górze i zastał Cię u Lenki.- wyjaśnił Tao.
A więc to Kamil nas pierwszy zobaczył. Ale dlaczego jest smutny?
-Dlaczego Wy się nam przyglądaliście?- zdenerwowałam się.
-Wyglądacie razem tak ślicznie. I jeszcze te Twoje majteczki i podwinięta trochę do góry koszulka. Pewnie Justin zahaczył ręką.- mrugnęła do mnie Naomi.
-Co?!- zaczerwieniłam się.
Spojrzałam na Justina, a on wyglądał na zdezorientowanego.
-Ja nic. Nie. Co?- peszył się gwiazdor.
-No...- ruszał zabawnie brwiami Alex.
-Ładnie razem wyglądacie. Ale Lena. Jesteś jeszcze taka młoda...- zażartował Marco.
-Dobra chodźmy, bo się spóźnimy na trening.- powiedziałam zmieniając temat.
*Kilka dni później- niedziela*
POV LENA
Ostatnie cztery dni spędziłam tylko z Kamilem. Bardzo to nas do siebie zbliżyło, dowiedziałam się, jak u naszych przyjaciół ze szkoły. Tak chodziliśmy w NY do szkoły, ale musieliśmy przestać bo mieliśmy bardzo dużo treningów, warsztatów i zawodów, więc mamy teraz guwernantki. Tak jest lepiej, mogę się bardziej skupić, lecz czasem mi brakuje mi szkoły. Może to dziwnie brzmi, ale taka jest prawda.
Przez ostatnie dni widywałam się z Justinem tylko na treningach, nawet do nas ostatnio nie przychodzi. Cały czas chodzi do klubów ze swoimi "kumplami". Szczerze, to się trochę, o niego martwię, sama nie wiem czemu. W końcu mam Kamila i dobrze się przy nim czuję, tak samo jak kiedyś. On rozumie mnie bardzo dobrze, mimo że nie jesteśmy razem to i tak jest moim przyjacielem- zawsze będzie.
-Lena. Idziemy do parku?- spytał Kami, wchodząc do mojego pokoju.
-Jasne. Możemy iść, tylko się ubiorę cieplej.- uśmiechnęłam się.
-Okey. Jakby co jestem w salonie.- oznajmił i wyszedł.
Wstałam z łóżka i poszłam do garderoby coś wybrać. Dzisiaj nie jest aż tak zimno jak na koniec listopada. Zastanawiałam się co by tu wybrać, aż postawiłam na to. Płaszcza nie zapinałam, bo tak lepiej wygląda. Chwyciłam szybko z łóżka telefon i zeszłam na dół. W salonie czekał już ubrany na mnie Kamil.
-To idziemy?- zapytałam.
-Tak, chodźmy.
Szliśmy jakieś piętnaście minut rozmawiając o wszystkim i o niczym. Gdy dotarliśmy do parku, w pewnym momencie chłopak, wziął garść śniegu, ugniótł kulkę i rzucił we mnie. Nawet nie zdążyłam zareagować i dostałam prosto w twarz.
-Kamil!- pisnęłam.
-No co?- zapytał zwijając się ze śmiechu.
-Zabiję Cię!- krzyknęłam i zaczęłam go gonić.
-Ej! Przepraszam. Tylko żartowałem.- uciekał nadal się śmiejąc.
-I tak Cię złapie.- biegłam za nim.
W tej samej chwili zatrzymałam się ulepiłam kulkę i rzuciłam w niego. O dziwo trafiłam w tył jego pleców.
-O nie...- zaczął iść w moją stronę.
-Aaa!- zaczęłam się cofać.- Nie, ja Ci tylko oddałam.
-Trudno.- szedł w ciągle w moją stronę, śmiesznie poruszając brwiami.
Aż nagle poślizgnęłam się na lodzie i wylądowałam na tyłku. Kamil szybko do mnie podbiegł i pomógł mi wstać.
-Nic Ci nie jest?- zapytał z troską.
-Nie, nie. Noszenie obcasów w zimę nie jest dobrym pomysłem.- wyjaśniłam.
-Tak, chyba tak.- powiedział nadal obejmując mnie w pasie.
Nagle gdy patrzyłam w tego oczy, poczułam sama nie wiem motylki w brzuchu? Nie to nie możliwe, ja nic do niego nie czuję. Po chwili Kamil zaczął się zbliżać do mnie jeszcze bardziej i jeszcze, aż w końcu mnie pocałował. Był to normalny krótki pocałunek, trwał max pięć sekund. Gdy się od siebie odsunęliśmy chłopak się trochę speszył. Puścił mnie i się odsunął.
-Przepraszam. Nie mogłem się powstrzymać.- odchrząknął.
-Amm.- zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.- Nic się nie stało. To tylko zwykły całus.- uśmiechnęłam się pocieszająco.
-Wiem.- powiedział szybko.- Ale to było trochę dziwne.- dodał.
-Trochę tak, ale kiedyś normalnie się zachowywałeś jak mnie pocałowałeś.- nie wiem czemu to powiedziałam.
-Wtedy byliśmy razem, a teraz to było głupie.- powiedział nieśmiało.
-Właśnie "byliśmy".- odpowiedziałam podkreślając ostatnie słowo.
-Lena... Wiesz, że ja tego nie chciałem, po prostu Ty wyjechałaś.- tłumaczył się.- Dobrze wiesz, że związki na odległość nie mają sensu. Prędzej czy później, to i tak by się skończyło.- dodał.
-Wiem, tylko to się stało tak nagle.- posmutniałam.
-Ej... Przecież jesteśmy przyjaciółmi tak?- zapytał.
-No tak.- odpowiedziałam szeptem.
-Właśnie, więc ja będę odwiedzał Ciebie a Ty mnie.- uśmiechnął się.
-Okey.- również się uśmiechnęłam.
-Chodźmy już do domu robi się późno.- objął mnie ramieniem.
Zerknęłam na zegarek, który wskazywał 18:34.
-Okey. Zimno się robi.
Szliśmy w stronę domu rozmawiając. Śmieliśmy się, popychaliśmy. Znów oberwałam kulką, ale tym razem w rękę.
-Wiesz to dziwne, że mamy takie dobre kontakty.- powiedziałam jak już dochodziliśmy do domu.- No bo w końcu zazwyczaj jest tak, że jak para zerwie to później udają, że się nie znają.- wyjaśniłam.
-Ja nie mam zamiaru udawać, że Cię nie znam.- odpowiedział i się do mnie uśmiechnął.
-Ja też nie, nawet by nie umiała.- wypaliłam.
-Tak, bo ja jestem taki fajny.- pochlebił sobie.
-Co?- popatrzyłam na niego jak na idiotę i zaczęłam się śmiać.- Boże... Narcyz z Ciebie.
-Nie, po prostu wiem, że mnie lubisz.- również się śmiał.
-Tak, oczywiście.
Pięć minut później doszliśmy do domu. Od raz poszliśmy do salonu, gdzie siedzieli wszyscy łącznie z Chazem, Chrisem, Ryanem i... Justinem? Co on tu robi? Czyżby imprezy mu się znudziły? Wyglądał na smutnego.
-A Was co tak długo nie było?- zapytał Marco.
-Byliśmy w parku.- wyjaśnił Kamil.
-Wiemy.- powiedziała Naomi.
-Co? Skąd wiecie?- spytałam zaskoczona.
-Chłopaki Was widzieli jak szli do nas.- wypalił Matt.
-No.- powiedział Chris.- Nie chcieliśmy Wam przeszkadzać... Widać było, że jesteście zajęci.- dodał.
-Ale co widzieliście niby?- nie wiedziałam o co im chodzi.
-No wiesz.- zaczął Ryan.- Ten pocałunek był namiętny.- zaśmiał się.
Wszyscy spojrzeli na nas. Popatrzyłam się na Kamila, stał i słuchał naszej rozmowy.
-To był zwykły buziak.- broniłam nas.
-Tak, tak. Mów co chcesz.- kontynuował Ryan.
-Serio.- odezwał się Kami.- Mnie i Lenę nic nie łączy. To po prostu była moja wina i tyle. Już się nie powtórzy.- wyjaśnił.
-Yhym... Niech Wam będzie.- powiedział po chwili Alex.
Sama nie wiem czemu, ale miałam przeczucie, że Justin unikał mojego wzroku. Próbował na mnie nie patrzeć, gdy na niego spojrzałam. To było trochę nie zręczne. Postanowiłam, że pójdę do siebie.
-Ja idę na górę.- oznajmiłam.
-Czemu? Nie zostaniesz z nami?- spytała Victoria.
-Nie. Jestem zmęczona.- uśmiechnęłam się ciepło.
-Wszystko dobrze?- spytała.
-Tak, tak. Chce iść wcześniej spać żeby się wyspać na jutrzejszy trening.
-Okey. Dobranoc.- powiedziała dziewczyna a za nią pozostali.
-Dobranoc.- odpowiedziałam i poszłam na górę do swojego pokoju. Wzięłam szybko prysznic, umyłam zęby i poszłam się położyć. Zerknęłam na zegarek, wskazywał 21:27. Jeszcze chwilę myślałam nad dzisiejszym dniem, aż Morfeusz zabrał mnie do krainy snów.
______________________________
Jest rozdział 10 ;) Wiemy, że trochę nudny, ale nie miałyśmy pomysłów. Następny będzie lepszy. Do nn!
PRZEPRASZAMY ZA BŁĘDY! :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter:
Oliwia-klik
Zuzia-klik
Przeczytałam wszystko gdyż obiecałam ;)
OdpowiedzUsuńOgólnie rzecz biorąc podoba mi się, chociaż zmieniłabym te linki ze zdjęciami ciuchów na zwykłe opisy. wtedy czytelnik łatwiej wczuwa się w tekst który czyta, bo nie musi z niego wychodzić. Nie wiem, takie jest moje zdanie :)
Błędów ortograficznych nie zauważyłam, więc kolejny plus. No cóż tu więcej powiedzieć? Czekam na kolejną notkę.