poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 13

POV LENA

Budzik mnie obudził jak codziennie o 7:00. Wywlokłam się z łóżka i popełzałam do łazienki. Załatwiłam sprawę fizjologiczną. Umyłam ręce, przemyłam twarz, uczesałam włosy i zostawiłam rozpuszczone. Pomalowałam rzęsy tuszem, nałożyłam, gdzie nie gdzie podkład i poszła do mojej garderoby. Wybrałam to i zeszłam na dół. Dzisiaj to był dosłownie szok! Wszyscy już byli w kuchni i robili sobie śniadanie. Zdziwiłam się i to bardzo. Weszłam do pomieszczenia i wszyscy na mnie popatrzeli, w sumie się nie dziwie, bo moja mina była bezcenna.
-Hej.- uśmiechnęła się Caroline kończąc robić kanapki.
-Hej.- popatrzyłam na nią zdezorientowana.- Wow! A Wam ci się stało, że wszyscy tak wcześnie?- dodałam nadal w szoku.
-Wyspaliśmy się, bo wczoraj chwilę po Tobie tez poszliśmy spać.- wzruszył ramionami Marco.
-Okey? Dobra, muszę sobie coś zrobić szybko i wychodzimy.
-O nie, nie, nie kochaniutka.- powiedziała Kate i pociągnęła mnie do jadalni.- Siadaj sobie i czekaj zaraz będą kanapki.- uśmiechnęła się.
-Dobra. Co tu się dzieję? Dlaczego jesteście tacy mili? Chcecie coś? Wolne?- powiedziałam to jakbym miała pretensje.
-Nie, po prostu chcemy Ci to wynagrodzić, bo codziennie robisz dla nas śniadanie, obiady i wszystko, więc chcemy zrobić chociaż raz coś dla Ciebie.- powiedziała z uśmiechem Naomi.
-To miłe naprawdę, ale ja po prostu lubię gotować, a i tak zawsze mi ktoś pomaga.- również się uśmiechnęłam.
-No, ale wiesz... Wolne by się przydało.- przeciągnął się na krześle Matt.
-Nie przeginaj.- spiorunowałam go wzrokiem.- I tak teraz to nie ode mnie zależy, bo mamy warsztaty i musimy ćwiczyć układy, a po za tym dwa tygodnie temu byliśmy w Bostonie.- wytłumaczyłam.
-Tak, ale to też były warsztaty.- żalił się Matt.
-Na których imprezowałeś z dziewczynami.- dodała Victoria.
-A co zazdrosna?- powiedział śmiesznie poruszając brwiami.
-Och... Proszę Cię. Jeszcze nic nie jadłam, ale coś znajdę żeby to zwrócić.- mówiła jakby z obrzydzeniem.
-Miła jesteś, bardzo miła.- uśmiechnął się sztucznie.- Nie jedna o mnie marzy.
-Biedne dziewczyny, nie wiedzą co je czeka.- wtrąciłam się.
-Ej! Ty też przeciwko mnie?- zrobił oburzoną minę.
-Dobra sorry.- podniosłam ręce w geście obronnym.- A tak w ogóle Kamil o, której masz samolot? - dodałam.
-O 11:30.- powiedział spokojnie.
-Uuu, nie wiem czy zdążę. Trening kończy się o dziesiątej.- skrzywiłam się.
-Spokojnie, pojadę sam. I tak chciałem zamówić taksówkę.- uśmiechnął się pocieszająco.
-Nie! Nie będziesz jechał sam.- oburzyłam się.- Ja Cię odwiozę, najwyżej nie pójdę na trening.- uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Co to, to nie. Ja też pojadę. Nie chce mi się iść na trening.- powiedział Marco.
-Ja też.- dodała Kate.
-Jak i ona to i ja.- wtrącił się Alex i za nim, każdy po kolei.
-Ej, ej. Dobra sam pojadę.- bronił się Kami.
-Dobra stop! Kamil zadecyduję.- powiedziałam stanowczo.
Wszyscy czekali, aż chłopak się odezwie, lecz chyba nie miał zamiaru, więc Caroline się odezwała.
-Dajcie sobie spokój, niech Lena pojedzie. Muszą chwile pogadać sami.
Wszyscy tylko pokiwali głowami i zaczęliśmy jeść śniadanie. Po skończonym posiłku posprzątaliśmy i poszliśmy do samochodów. Po niecałych piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do środka i wszyscy poszli się przebrać oprócz mnie. Podeszłam do Susan i Scooter'a żeby im powiedzieć, że dzisiaj mnie nie będzie.
-Hej.- uśmiechnęłam się.
-Cześć.- powiedzieli jednocześnie.
-Słuchajcie ja dzisiaj nie będę ćwiczyć, bo jadę odwieźć Kamila na lotnisko.
-Aaa, no tak, to już środa. Okey, to jutro się widzimy.- wytłumaczyła Sus.
-Dobra to my idziemy. Jeszcze tylko powiem Justin'owi.
Podeszłam do grupki chłopaków, gdzie stał Jus. Gdy mnie zobaczyli szybko się przywitali i poszli na bok.
-Hej. Słuchaj mnie dzisiaj na treningu nie będzie. Muszę jechać na lotnisko. I tak dzisiaj nie ćwiczymy w parach.- wytłumaczyłam.
-Okey. Spoko.- powiedział to jakby był zawiedziony.
-To widzimy się jutro. Pa.- uśmiechnęłam się lekko.
-Pa.- odpowiedział bez emocji.
Jechaliśmy na lotnisko z Kamilem słuchając muzyki i rozmawiając o niczym. Nagle chłopak zapytał mnie:
-Emm, Lena.- powiedział nieśmiało.-Czy ?Justin wie?- popatrzył na mnie, a mnie zamurowało. Ścisnęłam tylko mocniej kierownicę i przełknęłam głośno ślinę.
-Nie.- odpowiedziałam szybko.
-A powiesz mu?- kontynuował.
-Nie, to znaczy nie wiem. W sumie po co mam mu mówić? To go nie obchodzi.- zakpiłam.
-Nie okłamuj samej siebie. Przecież widzę jak na niego patrzysz... Tak jak kiedyś na mnie. To Twój idol, kochasz go, wiem o tym. Nawet jak byliśmy razem to o nim mówiłaś, że jest dla Ciebie ważny.- powiedział to tak czule. Szczerze? Zatkało mnie. Tak, Justin zawsze był dla mnie kimś ważnym i zawsze będzie.
-Wiesz... Ja po prostu nie mogę mu powiedzieć właśnie dlatego, że jest dla mnie ważny, choć o tym nie wie. I tak go to nie obchodzi.- powiedziałam smutno.
-Tak, nie obchodzi. Lena, czy Ty siebie słyszysz? On jest dla ciebie ważny a Ty mu się na pewno podobasz, w sumie ktoś by musiał być głupi jakby twierdził inaczej.- ostatnie słowa powiedział jakby by były oczywiste.
-Weź, bo się rumienie.- poczułam jak moje policzki robią się ciepłe.- Heh...- zaśmiałam się cicho.
-Co?- popatrzył na mnie zdziwiony.
-To jest dziwne, że mówisz mi takie rzeczy, w końcu byliśmy parą a Ty mi doradzasz.- zerknęłam na niego i się uśmiechnęłam.
-Tak...- również się uśmiechnął.- Dobrze wiesz, że chce dla Ciebie jak najlepiej. Zawsze będziesz dla mnie ważna i wyjątkowa.- patrzył na mnie z taką miłością, ale to było spojrzenie takie przyjacielskie.
-Dziękuję.- położyłam swoją rękę na jego.- Ty dla mnie też jesteś wyjątkowy. Cieszę się, że Cie mam.- dokończyłam i zabrałam rękę na kierownicę żeby nie stracić równowagi.
Droga zajęła nam z czterdzieści pięć minut. Zaparkowałam, Kamil wziął swoje walizki i poszliśmy do środka czekać na odprawę. Gdy przyszła jego kolej nie wiem czemu, ale się popłakałam. Było mi tak szkoda, że już jedzie.
-Ej, nie płacz, bo zaraz ja się rozpłaczę.- przytulił mnie.
-Będę tęsknić.- wydukałam.
-Ja tęż, bardzo, ale Was odwiedzę jeszcze i Wy mnie.- mocniej mnie przytulił. Staliśmy tak chwilę i po chwili Kami mnie od siebie odsunął.
-Pamiętasz co Ci, kiedyś powiedziałem?- patrzył mi prosto w oczy.
-Tak.- uśmiechnęłam się na samą myśl o tym.- Że nie ważne co się stanie, zawsze będę Twoją dziewczyną.- pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.- A pamiętasz co ja Ci powiedziałam?
-Taa.- uśmiech wkradł się mu na usta.- Że zawsze będziesz mnie kochać.- w tym czasie oboje się uśmiechnęliśmy.
-"I Will Always Love You".- zaśpiewałam mu fragment piosenki Whitney Houston.
-Masz głos jak anioł.- patrzył wciąż na mnie.- Justin nie wie co traci.
-Haha.- zaśmiałam się z tego co powiedział.- Co Ty tak, z tym Bieber'em?- zapytałam zaciekawiona.
-Pasowali byście do siebie.- powiedział po chwili, a ja aż znieruchomiałam.
-C-co?- wydukałam.
-To co słyszałaś. Mówię serio.- wyjaśnił.
-On jest ode mnie o trzy lata starszy.- broniłam się.
-Oj, wiek to tylko liczba, liczą się uczucia.- wyszczerzył się.
-Ale u nas  ma żadnych uczuć.- zaszydziłam.
-Tylko Ci się wydaję. Jeszcze tego nie wiesz, on też nie, ale pewnego dnia to przyjdzie samo.- mówił jak jakiś filozof.
-A Ty to kto? I co zrobiłeś z Kamilem?- w tym momencie wybuchnęliśmy  śmiechem.
-Mówię prawdę. Daj mu czas, a przede wszystkim sobie.
Westchnęłam ciężko. Dwie minuty później Kami musiał już iść na samolot. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej, chodź i tak cały czas mnie trzymał w pasie.
-Mam nadzieję, że jak będziesz w Polsce to mnie odwiedzisz.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Jak dam radę.- westchnęłam smutno.- A jak nie, to Ty mnie.- jeszcze raz go przytuliłam, bardzo mocno.
-Do zobaczenia.- pocałowałam go w policzek i, gdy chciał już iść nagle go zatrzymałam i powiedziałam:
-Chcę żebyś znalazł dziewczynę, którą będziesz kochał bardziej niż mnie i, która będzie kochała Ciebie z całego serca. Chcę dla Ciebie jak najlepiej pamiętaj o tym.- uśmiechnęłam się.
-Dziękuję. Bym Ci powiedział to samo, ale Ty już masz taką osobę.- wskazał na mnie palcem ostrzegawczo.- I nie zaprzeczaj. Justin to dobry chłopak. Wiem, że o Ciebie zadba i wiem, że nadejdzie dzień, w którym mu powiesz całą prawdę.- odpowiedział i się uśmiechnął.
-Do zobaczenia mała.- podszedł i pocałował mnie w głowę.- Trzymaj się, jesteś silna.
-Pa!- odpowiedziałam i chwilę później chłopak był już w drodze do samolotu.
Poszłam do auta i chciałam wrócić do domu, ale przyszła mnie ochota, że pojadę do szpitala zrobić badania, bo i tak bym musiała iść za tydzień. Co miesiąc muszę chodzić na kontrole ze względu na moje osłabienie organizmu. Pół godzinny później byłam na miejscu. Podeszłam do recepcjonistki i spytałam, gdzie jest dr. Thompson. Miła pani wskazała mi pokój i ruszyłam w jego stronę.
-Dzień dobry doktorze.- uśmiechnęłam się miło.
-Ooo. Witaj Lena. Nie mieliśmy się widzieć za tydzień.- spytał zaskoczony.
-Okey, chodź zrobimy Ci EKG serca i jeszcze Cię zbadam.
Mówiłam, że dr. Thompson przeniósł się z NY specjalnie do Stratford żeby mieć mnie na oku. Jest to mój "prywatny lekarz" Susan wraz ze zgodą mamy mi go wynajęły, żeby cały czas mieć wszystko pod kontrolą. Trochę było mi go szkoda, że musi zostawić wszystko w Nowym Jorku żeby tu przyjechać, ale on tłumaczy, że w Kanadzie ma brata, u którego mieszka i tu tak jakby ma większy etat i ma więcej pacjentów, ponieważ jest miej lekarzy. Po badaniach, czekałam na wyniki w pokoju u doktora. Gdy przyszedł cała się trzęsłam,, nie chciałam żeby mój stan się pogorszył, ale gdy zobaczyłam minę profesora od razu zrobiło mi się słabo.
-Więc, Lena.- usiadł na krześle za biurkiem.- Jeśli chodzi o Twoje wyniki... Miałaś się nie przemęczać.- popatrzył na mnie.- Stan się pogorszył.- nie był szczęśliwy.
Gdy to usłyszałam czułam jak moje nogi robią się jak z waty. Dobrze że siedziałam, bo bym już dawno wąchała podłogę.
-Mam Ci powiedzieć, czy tak jaka była umowa?- zapytał.
-Umowa.- odpowiedziałam szybko i spojrzałam na niego.
Doktor podniósł tylko czerty palce do góry. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Zrobiło mi się słabo, nie mogłam się ruszyć.
-Lena.- zaczął.- Musisz się oszczędzać, to już nie są żarty. Zacznij brać leki...- nie dałam mu dokończyć.
-Nie! Nie będę brała żadnych leków, to i tak mi nie pomoże.- powiedziałam stanowczo.
-To już bardzo groźne osłabienie Lena!- krzyknął wstając a miejsca.- W każdej chwili przy cięższym wysiłku możesz zemdleć. Miałaś przerwać na jakiś czas z tańcem.- gestykulował rękoma.
-Przerwałam, miałam tydzień przerwy. Czuję się dobrze.- oznajmiłam.
-Tak, to dlatego ostatnio Ci leciała krew z nosa na treningu.- zakpił.
-Skąd Pan wie?- warknęłam.
-Susan do mnie dzwoniła. Muszę wiedzieć co się z Tobą dzieję, bo Ty miałaś mi mówić, ale tego nie robisz!- wciąż krzyczał.
-Przecież nic mi nie jest! Jestem tutaj, przyjeżdżam co miesiąc na kontrolę to o co chodzi do cholery!- wybuchłam.
-O to, że się o Ciebie martwimy! Jesz w ogóle?- zapytał.
-Tak? Cały czas. Jakoś nie miałam z tym problemu.- wyprostowałam.
-Ostatnio schudłaś.- popatrzył na mnie.- Nadal jesteś na diecie?- zapytał.
-Schudłam już dawno, zanim mój organizm się osłabił. I nie, nie jestem na diecie po prostu się zdrowo odżywiam i ciężko pracowałam żeby zrzucić parę kilo.- powiedziałam nadąsana.
-Nie byłaś gruba. To jest okres dojrzewania. Teraz ile ważysz? 40 kilo?- chodził dookoła.
-Boże... Schudłam dla siebie i jak się z Panem poznałam to już i tak trochę schudłam, a teraz to przez treningi... Ciężko ćwiczymy.
-Za ciężko. Musisz wziąć parę dni wolnego. Zadzwonię do Sus.- oznajmił.
-Nie! Proszę nie.- miałam szklane oczy.- Niech Pan tego nie robi. Nie mogę teraz przestać, mamy warsztaty. Proszę!- błagałam.- Będę odpoczywać, nie będę się tak przemęczać.- powiedziałam smutno.
Lekarz westchnął i odłożył telefon.
-Dobrze.- poddał się.- Ale pamiętaj.- wskazał na mnie palcem.- Ufał Ci. Mam nadzieję, że mnie nie okłamiesz.
-Dziękuję.- uścisnęłam mu dłoń.- Może mi Pan ufać.
-Wiem.- uśmiechnął się.- Tylko pamiętaj oszczędzaj się i odpoczywaj. Nie przejmuj się damy radę.- pogłaskał mnie pocieszająco po plecach.
Kiwnęłam tylko porozumiewawczo i ruszyłam w stronę drzwi.
-Dziękuję. Widzimy się za miesiąc.
-Do zobaczenia.- pomachał.
Ruszyłam szybko w stronę samochodu. Nadal byłam roztrzęsiona. Jechałam do domu dość szybko, musiałam jakoś się wyżyć, ale pomyślałam, że mogę zaraz spowodować wypadek, więc zwolniłam. Musiałam się zatrzymać i wszystko przemyśleć. Stanęłam na poboczu i zaczęłam płakać. To wszystko co się dzieje w moim życiu. Co ja takiego zrobiłam? Teraz zrozumiałam, że muszę unikać Justina jak najbardziej się da. Postanowiłam zadzwonić do mamy, bo muszę jej wszystko mówić. Mimo, że w Europie jest teraz około 22:00.
-Hej mamuś!- powiedziałam płacząc.
-No hej. Co się stało? Dlaczego płaczesz?- spytała zaniepokojona.
-Byłam w szpitalu na badaniach i mój stan się pogorszył.- mówiłam wciąż płacząc.
-Lena! Co się dzieję?- mówiła nadal niespokojnie.
Opowiedziałam jej wszystko, jak poszłam odwieźć Kamila na lotnisko i jak pojechałam na kontrole.  Mama zaczęła płakać razem ze mną. Musiałam ją jakoś uspokoić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
-Mamo. Muszę już kończyć, jadę do domu odpocząć. Ty też idź już spać.- oznajmiłam.
-No, okey.- powiedziała smutno.- Trzymaj się. Zadzwoń jak będziesz się, źle czuła.
-Pozdrów wszystkich. Kocham Was.- powiedziałam. Usłyszałam tylko jak odpowiada i się rozłączyłam.
Posiedziałam jeszcze chwilę, żeby się uspokoić i postanowiłam pojechać do domu. Na miejscu wszyscy obrzucili mnie pytaniami gdzie byłam? Co tak długo? Czy coś się stało?
-Nic mi nie jest.- uspokoiłam ich.- Byłam w szpitalu na badaniach kontrolnych.
-I!?- krzyknęła Kate.
Zaczęłam płakać i powiedziałam im wszystko. Oczywiście dziewczyny zaczęły płakać i mnie przytuliły, a chłopacy byli sama nie wiem źli, smutni. Po chwili wszyscy staliśmy przytuleni do siebie. Poszłam zjeść obiad, potem poszłam do siebie do pokoju i włączyłam telewizor i oglądałam jakieś nędzne programy. Zerknęłam na zegarek i zobaczyłam 18:26. W pokoju, włączyłam laptopa i weszłam na tt. Zobaczyłam, że obserwuje mnie... JUSTIN! Aaaa! Mimo, że już się znamy, to i tak zaczęłam skakać i piszczeć jak idiotka. Momentalnie w pokoju pojawił się Alex.
-Co się stało?- zapytał zaniepokojony.
-Justin mnie obserwuję na tt!- krzyczałam jak poparzona.
-Jezu... Lena ja myślałem, że coś się stało.- westchnął.- Mnie też i każdego. Wczoraj wieczorem przeżywaliśmy.
-Okey! Już się uspokajam.- podniosłam ręce w geście obronnym.- Idę się przejść, duszno mi.
-Mam iść z Tobą? Źle się czujesz?- mówił jakby zaraz miał wzywać pogotowie.
-Alex! Nic mi nie jest. Naprawdę.- uspokoiłam go.
-Spoko, spoko. Martwię się.
-Wiem, ale nie trzeba.- uśmiechnęłam się pocieszająco.
Chłopak wyszedł, a ja poszłam do garderoby i wybrałam to. Poszłam i zrobiłam makijaż, bo się rozmazałam od płaczu. Włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wyszłam z pokoju. Po drodze weszłam do pokoju Matt'a i wzięłam z szuflady papierosy i zeszłam na dół. Bez mówienia wyszłam z domu i kierowałam się w stronę parku.

_______________________
Mamy 13 rozdział. Mam nadzieję, że się podobał i do serca wzięliście ostatnią INFORMACJĘ! I dajcie w komentarzu chociaż głupie "xd". Do MOŻE następnego.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Przepraszam za wszystkie błedy, ale już jestem zmęczona.~Oliwia.

Twitter:
Oliwia-klik
Zuzia-klik

4 komentarze:

  1. Fajny :) Szkoda ze ludzie nie daja wam komentarzy bo na nie zaslugujecie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To opowiadanie jest swietne. Kocham jeee!!! ! <3333333

    OdpowiedzUsuń