czwartek, 12 września 2013

Rozdział 15

POV LENA

Gdy wróciłam do domu, byłam zła i sama nie wiem... Może smutna, że muszę omijać osobę, którą kocham?
Tak, to raczej to. Sama nie wiem, czy długo wytrzymam. Wbiegłam do domu jak poparzona, na wejściu Axelle, Tao i Victoria spytali co się stało.
-Mam dość okey?!- krzyknęłam.- Mam dość tego gównianego życia! To jest bez sensu. Wszystkich od siebie odpycham. Nie mogę zaprzyjaźniać się z nowymi ludźmi, muszę omijać ludzi na, których mi zależy!- łza spłynęła mi po policzku.- Ja już nie wiem, nie wiem co mam robić.- rozpłakałam się już na dobre.
Axelle podeszła i mnie przytuliła mocno.
-Wszystko będzie dobrze.- głaskała mnie po głowie.
-Nie. Nic, nie będzie dobrze. Już wszystko jest zjebane. Tu nie ma co naprawiać.- płakałam jak idiotka.
-Lena...- powiedziała Victoria i do mnie podeszła.- Nie płacz, bo ja zacznę.- położyła głowę na moim ramieniu.
-Właśnie.- potwierdził Tao.- A jak ja zacznę, to już nie przestanę.- zrobił minę zbitego psa.
Uśmiechnęłam się lekko. Dobrze jest mieć osoby, które są przy Tobie i Cię wspierają. Staliśmy tak chwilę, aż nagle pojawił się Paul i Nick. Ich miny były bezcenne.
-A tu co się stało?- zapytał gej.
-Nic. Po prostu moje życie jest do dupy.- wzruszyłam ramionami.
-Ej.- zaprotestował Nick.- Nie mów tak. Nie smuć się masz nas.- wskazał na wszystkich jak jakiś ksiądz.
-Dobra, już dobra.- przetarłam oczy.- Idę się myć i spać.- oznajmiłam.
Już chciałam iść do góry, gdy zatrzymał mnie Paul.
-Lena.- powiedział troskliwie.
Odwróciłam się i na niego popatrzyłam.
-To chodzi o Justina prawda?
Wszyscy na mnie patrzyli. Co im miałam powiedzieć? Że nie? Nie umiem kłamać. Po prostu powiedziałam prawdę.
-Tak, to znaczy po części. Nie mogę się z nim spotykać. Muszę go unikać... Tak będzie najłatwiej.- wytłumaczyłam.
Wymienialiśmy się przez chwilę wzrokami i każdy poszedł do swojego pokoju. Ja zostałam jeszcze chwilę, aż zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kto, to może być o tej godzinie jest już po 22:00?- powiedziała Victoria.
-Nie mam pojęcia.- powiedziałam niespokojna.
-Idź otwórz tylko nie zaprzyjaźniaj się, bo przecież nie możesz.- zaśmiała się dziewczyna, a ja razem z nią.
-Okey, ja idę zobaczyć czy Matt się zabezpieczył.- śmiała się nadal.
-Hahahhaha jesteś niemożliwa!- wykrzyczałam ze łzami w oczach od śmiechu.
Otworzyłam drzwi nadal się śmiejąc, ale gdy zobaczyłam kto tam stał, mój uśmiech zmienił się w grymas. Zamknęłam mu szybko drzwi zanim mógł coś powiedzieć i oparłam się plecami o framugę. Usłyszałam ponowne pukanie, ale już nie miałam zamiaru mu otwierać, więc tylko zamknęłam drzwi na klucz i poszłam szybko do swojego pokoju. Ściągnęłam buty, czapkę. Torebkę położyłam na biurku i ruszyłam w stronę łazienki, przedtem biorąc piżamę. Nalałam ciepłej wody, rozebrałam się i weszłam do wanny. Zanurzyłam się cała. Namydliłam swoje ciało truskawkowym żelem i włosy umyłam brzoskwiniowym szamponem. Ogoliłam się szybko, opłukałam i wypuściłam wodę. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Nabalsamowałam ciało i założyłam przygotowaną wcześniej piżamę. Rozczesałam włosy i przemyłam twarz tonikiem. Wyszłam z łazienki i miałam iść spać, ale coś mnie ciągnęło żebym poszła zobaczyć co się dzieje na dole. Podeszłam po cichu do schodów i zeszłam na palcach. Usiadłam na przedostatnim schodku i wsłuchałam się w rozmowę Justina i Vicki:

-A więc podoba Ci się Lena?
-Co? Nie, nie. Kocham ją, ale jako Belieber... Nic więcej.

-A mnie kochasz?
-Co?
-Też jestem Belieber.- zachichotała.

-No to oczywiście, że Cię kocham shawty.

No nie... Tego już za wiele. Kurwa, Lena! Ogarnij się! Nagle schody zaskrzypiały. Cholera. Chwilę później usłyszałam śmiechy.

-Rumienisz się!
-Zostaw! Wcale nie!
-Kłamiesz!


 Nie mogłam już tego słuchać. Byłam zazdrosna. Postanowiłam iść na górę do pokoju. Schody znów zaskrzypiały. Mam nadzieje, że tego nie słyszeli. Weszłam i od razu walnęłam się na łóżko. Chciałam zasnąć, ale przez to wszystko nie mogłam. Myślałam nad tym i myślałam, aż mi się udało.

POV JUSTIN

Siedziałem z Victorią i oglądaliśmy film. Szczerze, Vicki jest bardzo fajną osobą, ale nie w moim typie. Lubię dziewczyny naturalne i szczere. Ją traktuję raczej jako koleżankę. Siedzieliśmy tak, aż film się skończył. Było już po 24:00, więc nie pozwoliła mi wrócić do domu. Napisałem mamie tylko sms-a, że zostaję u I.T i poszedłem do "swojego" pokoju. Coś mnie naszło żeby zobaczyć co u Leny. Po cichu otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją wtuloną w kołdrę. Nie mogłem wytrzymać, podszedłem po powoli do łóżka, schyliłem się i pocałowałem Lenę w policzek. Widziałem jak się lekko uśmiecha przez sen. Miałem ochotę się położyć obok niej, ale wiedziałem, że nie mogę. Poszedłem do mojego gościnnego pokoju. Wziąłem prysznic, ubrałem czyste bokserki, które tu zawsze są na wypadek, gdyby ktoś tu spał. Położyłem się i chwilę potem usnąłem.

POV LENA

Obudziłam się o 6:30. Poszłam zrobić poranną toaletę, pomalowałam się i ubrałam się w to. Zeszłam na dół do kuchni i zobaczyłam Marco i  Justina. Znów? Serio? Dlaczego, gdy mam go unikać on cały czas przy mnie jest? Postanowiłam go zignorować i ruszyłam w stronę lodówki.
-Dzień dobry.- powiedział zadowolony Marco.
-Tak, dobry...- powiedziałam lekceważąc go.
-Co Ci się stało?- zdziwił się.
-To przeze mnie.- wtrącił się Jus.
-Co jej zrobiłeś?- uniósł ton Gonzales.
-Nic, ja tylko... Pomogłem jej, a ona się na mnie za to złości.
-Dzięki!- krzyknęłam w stronę Juju z jadem w głosie.
-Lena, przepraszam!- krzyczał za mną gwiazdor.
Szłam z powrotem do mojego pokoju ignorując jego przeprosiny i krzyki. Poszłam do łazienki szukając drobnej rzeczy. Mam! Znalazłam żyletkę i chciałam ponowić próbę pocięcia się. Nie udało się... To nie ma sensu. I tak niedługo kończy się ta męczarnia z Justinem. Jeszcze chwila i przez niego stanę się jakimś emo. Będę nosiła ciemne ciuchy i cięła się regularnie... Nie będzie tak, nie pozwolę mu zniszczyć swojego życia! Kłócę się ze sobą w myślach... Czy to normalne? Nie sądzę. Nagle zaczęła mi lecieć krew z nosa. Nie było jej wcale dużo, miewałam większe krwotoki. Czerwona ciecz kapała na żyletkę, która leżała przy umywalce. Opukałam nos i osuszyłam ręcznikiem. Usłyszałam skrzypienie drzwi i zobaczyłam odbicie Justina w lustrze. On nie patrzył na mnie tylko na... umywalkę? Sama spojrzałam w jej stronę. Ach tak...
-Co Ty zrobiłaś?!- uniósł się, wyrywając mnie z myśli.
-Nic!- odkrzyknęłam z frustracją.
-Czemu ta żyletka jest we krwi?!- nadal krzyczał.
Denerwował mnie swoimi krzykami. To słodkie, że się o mnie troszczy, ale żeby krzyczeć?! Kurwa, posrało go. Nie musi się o mnie martwić. To, że nie jestem pełnoletnia, nie oznacza, że nie umiem o siebie zadbać.
-Odpowiedz!- rozkazał.
Popatrzyłam na niego ze szklanymi oczami i od razu zorientował się dlaczego nie odpowiadam.
-Odpowiedz...- poprawił się.
Powiedział to bardzo delikatnie i czule... Czemu on na mnie tak działa?! Czemu to akurat ja mam szansę spotykać się codziennie z moim idolem? Czemu jak mam szczęście, zaraz sobie uświadamiam, że więcej w moim życiu jest smutku i pecha?
Justin chwycił moją ręce i podwiną rękawy. Odetchnął z ulgą, a ja jeszcze go utwierdziłam w tym:
-Nie cięłam się, nie tnę się i nigdy nie będę. Nie mam na to czasu. Mam życie do przeżycia.- powiedziałam to ze smutkiem i wyminęłam chłopaka. Ruszyłam korytarzem do schodów jednak Jus mnie dogonił i zapytał:
-Czemu na żyletce była krew? Nadal tego nie rozumiem...
-Z nosa leciała mi krew. Już? Już wszystko wiesz, co chciałeś wiedzieć?- odpowiedziałam niemiło.
Justin nic nie odpowiadał tylko patrzył na mnie osłupiony.
-To dobrze.- sztucznie się uśmiechnęłam i poszłam dalej.
-Lena, nareszcie.- powiedziała uśmiechnięta Kate.
-Co?- zapytałam ze śmiechem.
-U nas nie ma miejsc już, bo jedzie z nami samochodem Chaz. Jak poszłaś spać przyjechał i trochę się napił... I wiesz... Ma nadal kaca. Nie może prowadzić, więc wypadło na Ciebie, że jedziesz z Jusem samochodem Pana Kaca.- zaśmiała się.
-Nie.
-Nie ma innego wyjścia. My już jedziemy. Pa!- zignorowała mnie Kasia.
-Kurwa!- wycedziłam przez zęby, gdy wszyscy wyszli.
-Co?- Jus spytał.
-O Boże! Przestań! Przestraszyłeś mnie...
-Nie ma dzisiaj treningu.- oznajmił.
-Co? Czemu?
-Dzwonił przed chwilą Scooter i...
-Czekaj.- przerwałam, bo zadzwonił mój telefon.-Halo?...Wiem...To gdzie Wy będziecie?...Okey to ja zostaję w domu...No możecie...Przywieźcie mi pączka...Nie, dostałam tydzień temu...Weź w ogóle co Ty mówisz?!....Okey, pa!- zakończyłam rozmowę.
-Kto to?- zapytał.
-Paul.
-Gdzie oni będą?
-Na mieście. Pochodzą po sklepach.- wyjaśniłam.
-Poćwiczymy? Mamy "zaskoczyć" Scoota, bo my przecież taaaacy dobrzy jesteśmy.- wymachiwał śmiesznie rękoma.
-Gdzie? Tu nie ma miejsca.- skrzywiłam się.
-Pojedziemy do mnie.- rzekł.
-Nie wiem czy to dobry pomysł...

___________________________________
Nie wiedziałam, że tak szybko dodamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się cieszycie. :) Przepraszamy za błędy. Do następnego! :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
To dla nas bardzo ważne...

Twitter:
Zuzia- klik
Oliwia- klik










2 komentarze: