POV JUSTIN
Byłem w szoku, kiedy Lena powiedziała mi prawdę. Cieszę się, że w końcu się pogodziliśmy. Tak bardzo tego chciałem. Teraz wszystko się zmieni. Może nie powinienem być taki wybuchowy, ale naprawdę chcę ją poznać. Jej słowa:
Byłem w szoku, kiedy Lena powiedziała mi prawdę. Cieszę się, że w końcu się pogodziliśmy. Tak bardzo tego chciałem. Teraz wszystko się zmieni. Może nie powinienem być taki wybuchowy, ale naprawdę chcę ją poznać. Jej słowa:
"Nie zakochaj się we mnie"
Gdy to usłyszałem zamarłem. Gdybyś tylko wiedziała.
Jej ostatnie słowa rozluźniły mnie.
Jej ostatnie słowa rozluźniły mnie.
"To zaczynamy od początku.- uśmiechnęła się lekko."
"Tak, chyba tak.- odpowiedziałem tym samym."
-Cześć. Jestem Lena.- uśmiechnęła się słodko.
Zachichotałem cicho. Ona w końcu się uśmiecha. Przy mnie! To jest po prostu jakiś cud.
-Mam na imię Justin.- również się przedstawiłem.
-Dobra. Nie wytrzymam!- Lena wybuchnęła śmiechem.
-Okey. Wybierzemy się do parku?- zaproponowałem ze śmiechem.
-Dobry pomysł.- ruszyliśmy do wyjścia.
Chwyciłem jej rękę. Nie zabrała jej, więc jest jakiś postęp.
POV LENA
-Ale Lena! Justin! Trening się jeszcze nie skończył!- krzyczał za nami Scooter.
-Wiemy! I to jest fajne, bo się zbuntowaliśmy... RAZEM.- odkrzyknął Jus podkreślając ostatnie słowo.
No właśnie RAZEM. Teraz będziemy robić dużo rzeczy RAZEM. Już nie mogę się doczekać. Tylko niech on niczego nie schrzani i się we mnie nie zakocha... Ale co ja w ogóle mówię?! Przecież taki chłopak jak Justin nigdy, by się nie zakochał w dziewczynie takiej jak ja... Może to i lepiej?... Gdyby on mi dał taki warunek, już dawno bym go złamała. Ja go kocham... Ale nie wiem czy jeszcze jako idola czy kogoś więcej..
-Dobra dzieciaki, tylko się zabezpieczajcie!- wołała Sus.
-Susan! My jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- podniosłam głos.
-...Którzy trzymają się za ręce...- dodała.
Ja od razu puściłam rękę Justina i się zaczerwieniłam. On mnie z powrotem chwycił za dłoń i szepnął:
-Nie przejmuj się. To nie ich sprawa jak zachowujemy się, będąc przyjaciółmi. Ja lubię trzymać Cię za rękę... Mam wtedy pewność, że nic Ci się nie stanie.
Pocałował moją skroń. ON MNIE POCAŁOWAŁ! Teraz jakoś bardziej mnie to jara niż, gdyby wcześniej to robił... Ale kurde! On mnie pocałował... Tak czule. Dreszcze mnie przeszły i miałam stado motyli w brzuchu. Kocham to uczucie!
-Nara.- JB się odwrócił do reszty i machnął do niech ręką.
-Pa...- pożegnałam się nieśmiało i na chwilę wyrwałam rękę od Justina.
Podbiegłam do Kate i ją przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze. Już się układa, widzisz?- szeptała do mojego ucha przyjaciółka.
-Mhm...- odpowiedziałam ze łzami w oczach.
-Nie płacz.- otarła moje oczy.-Dobra leć. Twój Romeo czeka...- dodała chichocząc.
-Okey, ale to tylko przyjaciel! Pa...- zaśmiałam się i wróciłam do chłopaka.
Tym razem to ja złapałam go pierwsza za rękę. Tak! To ja! Tak, tak, tak! Chwila... Czemu z tego tak się cieszę?
-Chodź.- powiedział chłopak i wyszliśmy ze studia.
-Jedziemy samochodem czy idziemy pieszo?- zapytałam zwracając swoją twarz w stronę gwiazdora.
-Tylko się ładnie uśmiechaj...- powiedział.
-Co? Czemu?- zdezorientowałam się.
-Patrz.- Justin wskazał palcem na grupkę paparazzi i reporterów.
-O nie! Justin, ja nie chcę...- zaczęłam panikować.
-To co chcesz zrobić?- wypuścił powietrze zdenerwowany brakiem prywatności.
-Już wiem...- powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego.- Biegnij za mną!- dodałam i zaczęłam biec.
Dobiegliśmy do uliczki gdzie na końcu był płot z siatki. Zaczęłam się po nim wspinać, a Justin robił to co ja.
-Gdzie biegniemy?- wydyszał.
-Nadal nas gonią?- zignorowałam jego pytanie.
Juju odwrócił się, by sprawdzić.
-Tak!- krzyknął.- Szybciej!
-Dobra. Nie wytrzymam!- Lena wybuchnęła śmiechem.
-Okey. Wybierzemy się do parku?- zaproponowałem ze śmiechem.
-Dobry pomysł.- ruszyliśmy do wyjścia.
Chwyciłem jej rękę. Nie zabrała jej, więc jest jakiś postęp.
POV LENA
-Ale Lena! Justin! Trening się jeszcze nie skończył!- krzyczał za nami Scooter.
-Wiemy! I to jest fajne, bo się zbuntowaliśmy... RAZEM.- odkrzyknął Jus podkreślając ostatnie słowo.
No właśnie RAZEM. Teraz będziemy robić dużo rzeczy RAZEM. Już nie mogę się doczekać. Tylko niech on niczego nie schrzani i się we mnie nie zakocha... Ale co ja w ogóle mówię?! Przecież taki chłopak jak Justin nigdy, by się nie zakochał w dziewczynie takiej jak ja... Może to i lepiej?... Gdyby on mi dał taki warunek, już dawno bym go złamała. Ja go kocham... Ale nie wiem czy jeszcze jako idola czy kogoś więcej..
-Dobra dzieciaki, tylko się zabezpieczajcie!- wołała Sus.
-Susan! My jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- podniosłam głos.
-...Którzy trzymają się za ręce...- dodała.
Ja od razu puściłam rękę Justina i się zaczerwieniłam. On mnie z powrotem chwycił za dłoń i szepnął:
-Nie przejmuj się. To nie ich sprawa jak zachowujemy się, będąc przyjaciółmi. Ja lubię trzymać Cię za rękę... Mam wtedy pewność, że nic Ci się nie stanie.
Pocałował moją skroń. ON MNIE POCAŁOWAŁ! Teraz jakoś bardziej mnie to jara niż, gdyby wcześniej to robił... Ale kurde! On mnie pocałował... Tak czule. Dreszcze mnie przeszły i miałam stado motyli w brzuchu. Kocham to uczucie!
-Nara.- JB się odwrócił do reszty i machnął do niech ręką.
-Pa...- pożegnałam się nieśmiało i na chwilę wyrwałam rękę od Justina.
Podbiegłam do Kate i ją przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze. Już się układa, widzisz?- szeptała do mojego ucha przyjaciółka.
-Mhm...- odpowiedziałam ze łzami w oczach.
-Nie płacz.- otarła moje oczy.-Dobra leć. Twój Romeo czeka...- dodała chichocząc.
-Okey, ale to tylko przyjaciel! Pa...- zaśmiałam się i wróciłam do chłopaka.
Tym razem to ja złapałam go pierwsza za rękę. Tak! To ja! Tak, tak, tak! Chwila... Czemu z tego tak się cieszę?
-Chodź.- powiedział chłopak i wyszliśmy ze studia.
-Jedziemy samochodem czy idziemy pieszo?- zapytałam zwracając swoją twarz w stronę gwiazdora.
-Tylko się ładnie uśmiechaj...- powiedział.
-Co? Czemu?- zdezorientowałam się.
-Patrz.- Justin wskazał palcem na grupkę paparazzi i reporterów.
-O nie! Justin, ja nie chcę...- zaczęłam panikować.
-To co chcesz zrobić?- wypuścił powietrze zdenerwowany brakiem prywatności.
-Już wiem...- powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego.- Biegnij za mną!- dodałam i zaczęłam biec.
Dobiegliśmy do uliczki gdzie na końcu był płot z siatki. Zaczęłam się po nim wspinać, a Justin robił to co ja.
-Gdzie biegniemy?- wydyszał.
-Nadal nas gonią?- zignorowałam jego pytanie.
Juju odwrócił się, by sprawdzić.
-Tak!- krzyknął.- Szybciej!
-Sam chciałeś...- szepnęłam i w tym momencie zeskoczyłam z płotu.
Zaczęłam biec jak najszybciej umiem. Byliśmy na wysypisku śmieci. Tak. Na wysypisku... Biegłam omijając pralki, lodówki i części od samochodów. Jus robił to co ja. Biegliśmy, co chwila patrząc do tyłu.
-Nadal biegną za nami!- krzyczał.
-Wysportowani są.- zaśmiałam się i przyśpieszyłam.
Dobiegliśmy do kolejnego płotu z siatki i przeszliśmy go z łatwością. Byliśmy teraz na łące, która teraz była cała zaszroniona. Wyglądała pięknie, ale to nie był cel naszej wyprawy. Biegłam w stronę żywopłotu.
-Szukaj tutaj różowej kępki listków.- pokierowałam chłopaka, wskazując palcem na płot z liści.
-Różowe?- zdziwił się.
-Później Ci wyjaśnię. Szukaj!- odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam głowy fotografów i flesze.
-O nie!- zdenerwował się.
-Mam!- ucieszyłam się.
-Co masz?
-No liście. Chodź.
Przy różowych roślinkach była dziura, która była niewidoczna. Wczołgałam się przez przejście i czekałam na Justina.
-Wow...- powiedział chłopak widząc to miejsce.
Była tu polana cała w kwiatkach, co było dziwne bo był już grudzień. Na przeciwko nas stała potężna wierzba, a na niej były zawieszone dwie liny, które były złączone deską.
-O, huśtawka!- krzyknął jak dziecko i szybko podbiegł do niej.
Usiadł na niej i zaczął machać nogami w przód i w tył, wprawiając "zabawkę" w ruch. Stanęłam obok niego śmiałam się, widząc go takiego rozbawionego. Zatrzymał się i wziął mnie na kolana.
-Justin zostaw mnie! Jestem ciężka.- szarpałam się.
-Skoro ty jesteś ciężka, to ja nie jestem perfekcyjny.- zaśmiał się zawadiacko.
-Bo nie jesteś.- droczyłam się.
-Ach, tak?
-Tak.
-To teraz się przekonamy.- powiedział to i położył mnie na ziemi. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać.
-Justin...Proszę... Prze-przestań!- krzyczałam przez śmiech.
-To powiedz, że jestem perfekcyjny.
-N-nie.- jąkałam się.
-To będzie z Tobą źle...- zaśmiał się szatańsko.
-Okej. O-okej...- podniosłam dłonie w geście obronnym.
-No, słucham.- skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Jesteś... Perfekcyjny.- wymamrotałam.
-Słucham? Nie dosłyszałem.
-Jesteś perfekcyjny. Okej?
-Ty też jesteś perfekcyjna.- cmoknął mnie w czoło.
Wybuchłam nieopanowanym śmiechem.
-Suchar dnia!- krzyknęłam.
-Suchary to kawały dla inteligentnych ludzi. Tylko mądre osoby się z nich śmieją. Jesteś ładna, miła, umiesz tańczyć, śpiewać, a w dodatku jesteś mądra. Ideał!- tłumaczył.
-Chwila, co?! Skąd wiesz, że umiem śpiewać? I nie, nie umiem...- zdziwiłam się.
-Przeglądałem YT i natknąłem się na Twój kanał. Myślałem, że będziesz umieszczała tam filmiki jak tańczysz, ale się nie zawiodłem.- uśmiechnął się ciepło. -Ślicznie śpiewasz...- wyszeptał mi do ucha.
Czy on chce żebym się rozpłynęła? On w coś pogrywa?
-Nie... Ja z nudów zamieszczam filmiki, bo nie mam co robić ze swoim...- nie dokończyłam, bo Justin mi przerwał.
-Tylko nie życiem!- krzyknął. -Przecież tańczysz, masz przyjaciół.
-Justin?
-Tak?
-Chciałam powiedzieć, że nie mam co robić ze swoim wolnym czasem.- zachichotałam.
-Ahm... Mój błąd.- uśmiechnął się uroczo.
Położyliśmy się na trawie i patrzyliśmy w niebo.
-Mam kilka pytań...
-Hm?
-Czemu na złomowisku nie było ślisko?
-Też się zastanawiam...- odpowiedziałam.
-Czemu te liście były różowe?- dopytywał.
-Znalazłam to miejsce przez przypadek i żeby zapamiętać gdzie jest to przejście, pomalowałam liście na różowo lakierem do paznokci.
-Nosisz przy sobie lakier do paznokci?- zdziwił się.
-Wtedy tak...- zaśmiałam się.
-Czemu tu jest zielono? Przecież jest koniec jesieni...
-Tego też nie wiem.
Chłopak położył się na bok i oparł się na łokciu.
-Magia...- spojrzał głęboko w moje oczy.
Długo przyglądaliśmy się sobie, gdy poczuliśmy, że zaczęło kapać.
-Chyba anioły dają nam znać, że czas wracać.- powiedział.
-Chyba tak.- wstaliśmy i się otrzepaliśmy.
-Przyjdziemy tu jeszcze kiedyś?- zapytał.
-Mam nadzieję, że dam jeszcze radę...
-Co?
-Nic.- uśmiechnęłam się. -Też mam nadzieję, że jeszcze tu przyjdziemy.
Justin zdjął z siebie kurtkę i trzymał ją nad naszymi głowami. Szliśmy już spacerkiem do domu.
-Właściwie to czemu akurat dzisiaj byli paparazzi przed studiem? Nigdy ich nie było...- zaczęłam temat.
-Nie wiem. Może dlatego, że ostatnio widzieli mnie z Ashley.- odpowiedział.
W jednej chwili zrobiło mi się przykro... Nie wiem czemu. Jus wyjaśnił mi wszystko, a nadal jest mi źle z myślą, że on z Ash... Eh...
-Oni zrobią z Ciebie dziwkarza.
-Czemu tak myślisz?- spojrzał na mnie.
-No bo widzieli Cię niedawno z Ashley, a teraz ze mną...
-Gdybym się tym przejmował, nie spotykałbym się z przyjaciółkami.- uśmiechnął się.
-W sumie racja.
-Hej! Kto pierwszy do płotu wygrywa.- powiedział.
-Okey. 3....2....1.... START! - krzyknęłam i zaczęliśmy biec w deszczu.
Nie wiem kto prowadził. Biegłam ile sił w nogach omijając przeszkody.
-Pierwsza!- uśmiechnęłam się zwycięsko.
Po chwili dobiegł do mnie zdyszany chłopak.
-Dałem Ci fory...- machnął ręką.
-Jasne...- droczyłam się.
-No tak!- bronił się.
-Skoro tak uważasz.
-A w ogólne skąd masz taką kondycję?- zapytał.
-Kiedyś zamiast się rozciągać, to biegaliśmy na rozgrzewkę.
-Pobiegamy kiedyś razem?- zaśmiał się.
-Możemy.- odpowiedziałam uśmiechem.
-Chodźmy.- oznajmił i złapał mnie za rękę.
_______________________________________
Napisałyśmy kolejny rozdział! :D Dość często dodajemy rozdziały, a nawet nie wiemy czy ktoś to czyta... :c Zostawcie po sobie jakiś ślad. :) Przepraszam za błędy i powtórzenia. ♥
Do następnego! :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter:
Zuzia- klik
Oliwia- klik
Zaczęłam biec jak najszybciej umiem. Byliśmy na wysypisku śmieci. Tak. Na wysypisku... Biegłam omijając pralki, lodówki i części od samochodów. Jus robił to co ja. Biegliśmy, co chwila patrząc do tyłu.
-Nadal biegną za nami!- krzyczał.
-Wysportowani są.- zaśmiałam się i przyśpieszyłam.
Dobiegliśmy do kolejnego płotu z siatki i przeszliśmy go z łatwością. Byliśmy teraz na łące, która teraz była cała zaszroniona. Wyglądała pięknie, ale to nie był cel naszej wyprawy. Biegłam w stronę żywopłotu.
-Szukaj tutaj różowej kępki listków.- pokierowałam chłopaka, wskazując palcem na płot z liści.
-Różowe?- zdziwił się.
-Później Ci wyjaśnię. Szukaj!- odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam głowy fotografów i flesze.
-O nie!- zdenerwował się.
-Mam!- ucieszyłam się.
-Co masz?
-No liście. Chodź.
Przy różowych roślinkach była dziura, która była niewidoczna. Wczołgałam się przez przejście i czekałam na Justina.
-Wow...- powiedział chłopak widząc to miejsce.
Była tu polana cała w kwiatkach, co było dziwne bo był już grudzień. Na przeciwko nas stała potężna wierzba, a na niej były zawieszone dwie liny, które były złączone deską.
-O, huśtawka!- krzyknął jak dziecko i szybko podbiegł do niej.
Usiadł na niej i zaczął machać nogami w przód i w tył, wprawiając "zabawkę" w ruch. Stanęłam obok niego śmiałam się, widząc go takiego rozbawionego. Zatrzymał się i wziął mnie na kolana.
-Justin zostaw mnie! Jestem ciężka.- szarpałam się.
-Skoro ty jesteś ciężka, to ja nie jestem perfekcyjny.- zaśmiał się zawadiacko.
-Bo nie jesteś.- droczyłam się.
-Ach, tak?
-Tak.
-To teraz się przekonamy.- powiedział to i położył mnie na ziemi. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać.
-Justin...Proszę... Prze-przestań!- krzyczałam przez śmiech.
-To powiedz, że jestem perfekcyjny.
-N-nie.- jąkałam się.
-To będzie z Tobą źle...- zaśmiał się szatańsko.
-Okej. O-okej...- podniosłam dłonie w geście obronnym.
-No, słucham.- skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Jesteś... Perfekcyjny.- wymamrotałam.
-Słucham? Nie dosłyszałem.
-Jesteś perfekcyjny. Okej?
-Ty też jesteś perfekcyjna.- cmoknął mnie w czoło.
Wybuchłam nieopanowanym śmiechem.
-Suchar dnia!- krzyknęłam.
-Suchary to kawały dla inteligentnych ludzi. Tylko mądre osoby się z nich śmieją. Jesteś ładna, miła, umiesz tańczyć, śpiewać, a w dodatku jesteś mądra. Ideał!- tłumaczył.
-Chwila, co?! Skąd wiesz, że umiem śpiewać? I nie, nie umiem...- zdziwiłam się.
-Przeglądałem YT i natknąłem się na Twój kanał. Myślałem, że będziesz umieszczała tam filmiki jak tańczysz, ale się nie zawiodłem.- uśmiechnął się ciepło. -Ślicznie śpiewasz...- wyszeptał mi do ucha.
Czy on chce żebym się rozpłynęła? On w coś pogrywa?
-Nie... Ja z nudów zamieszczam filmiki, bo nie mam co robić ze swoim...- nie dokończyłam, bo Justin mi przerwał.
-Tylko nie życiem!- krzyknął. -Przecież tańczysz, masz przyjaciół.
-Justin?
-Tak?
-Chciałam powiedzieć, że nie mam co robić ze swoim wolnym czasem.- zachichotałam.
-Ahm... Mój błąd.- uśmiechnął się uroczo.
Położyliśmy się na trawie i patrzyliśmy w niebo.
-Mam kilka pytań...
-Hm?
-Czemu na złomowisku nie było ślisko?
-Też się zastanawiam...- odpowiedziałam.
-Czemu te liście były różowe?- dopytywał.
-Znalazłam to miejsce przez przypadek i żeby zapamiętać gdzie jest to przejście, pomalowałam liście na różowo lakierem do paznokci.
-Nosisz przy sobie lakier do paznokci?- zdziwił się.
-Wtedy tak...- zaśmiałam się.
-Czemu tu jest zielono? Przecież jest koniec jesieni...
-Tego też nie wiem.
Chłopak położył się na bok i oparł się na łokciu.
-Magia...- spojrzał głęboko w moje oczy.
Długo przyglądaliśmy się sobie, gdy poczuliśmy, że zaczęło kapać.
-Chyba anioły dają nam znać, że czas wracać.- powiedział.
-Chyba tak.- wstaliśmy i się otrzepaliśmy.
-Przyjdziemy tu jeszcze kiedyś?- zapytał.
-Mam nadzieję, że dam jeszcze radę...
-Co?
-Nic.- uśmiechnęłam się. -Też mam nadzieję, że jeszcze tu przyjdziemy.
Justin zdjął z siebie kurtkę i trzymał ją nad naszymi głowami. Szliśmy już spacerkiem do domu.
-Właściwie to czemu akurat dzisiaj byli paparazzi przed studiem? Nigdy ich nie było...- zaczęłam temat.
-Nie wiem. Może dlatego, że ostatnio widzieli mnie z Ashley.- odpowiedział.
W jednej chwili zrobiło mi się przykro... Nie wiem czemu. Jus wyjaśnił mi wszystko, a nadal jest mi źle z myślą, że on z Ash... Eh...
-Oni zrobią z Ciebie dziwkarza.
-Czemu tak myślisz?- spojrzał na mnie.
-No bo widzieli Cię niedawno z Ashley, a teraz ze mną...
-Gdybym się tym przejmował, nie spotykałbym się z przyjaciółkami.- uśmiechnął się.
-W sumie racja.
-Hej! Kto pierwszy do płotu wygrywa.- powiedział.
-Okey. 3....2....1.... START! - krzyknęłam i zaczęliśmy biec w deszczu.
Nie wiem kto prowadził. Biegłam ile sił w nogach omijając przeszkody.
-Pierwsza!- uśmiechnęłam się zwycięsko.
Po chwili dobiegł do mnie zdyszany chłopak.
-Dałem Ci fory...- machnął ręką.
-Jasne...- droczyłam się.
-No tak!- bronił się.
-Skoro tak uważasz.
-A w ogólne skąd masz taką kondycję?- zapytał.
-Kiedyś zamiast się rozciągać, to biegaliśmy na rozgrzewkę.
-Pobiegamy kiedyś razem?- zaśmiał się.
-Możemy.- odpowiedziałam uśmiechem.
-Chodźmy.- oznajmił i złapał mnie za rękę.
_______________________________________
Napisałyśmy kolejny rozdział! :D Dość często dodajemy rozdziały, a nawet nie wiemy czy ktoś to czyta... :c Zostawcie po sobie jakiś ślad. :) Przepraszam za błędy i powtórzenia. ♥
Do następnego! :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter:
Zuzia- klik
Oliwia- klik
Łiiii . Są słodcy . Dooomkaaa . Twoja wierna fanka . Hahaha . Czytam .
OdpowiedzUsuńHahahahaha dziękujemy ♥
UsuńEj to ja tutaj jestem Zuzianator ; c. CUDOOOOWNY ROZDZIAL :*
UsuńOki ^^ hahahah rumienię się ♥ i dzięki :)
UsuńPrzepiękny <3
OdpowiedzUsuń