poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 18

POV LENA

Z Justin'em dogaduję się świetnie. Byliśmy razem w parku. To nic, że gonili nas paparazzi przez pół drogi. Mówiąc szczerze nieźle zapieprzam w szpilkach. Jeszcze to miejsce, które pokazałam Justin'owi. Znalazłam je przez przypadek, gdy szłam przez park i chciałam usiąść, lecz wszystkie ławki były zajęte. Postanowiłam usiąść pod żywopłotem, ale jak się oparłam to wpadłam... Sama nie wiem, właśnie tam. Od tego czasu jest to dla mnie wyjątkowe miejsce. Nikt o nim, po za Justin'em, nie wie. Na pewno bym mu nie powiedziała... No, może kiedyś, ale teraz nie było wyboru.
-Lena.- wyrwał mnie z rozmyśleń Jus.
-Tak.- popatrzyłam na niego, gdy szliśmy do domu.
-Opowiedz mi o sobie. Nic o Tobie tak naprawdę nie wiem.- powiedział nieśmiało.
Zaśmiałam się lekko, na myśl, że naprawdę nic o mnie nie wie.
-A co chciałbyś wiedzieć?- uśmiechnęłam się wciąż na niego patrząc.
-Wszystko.- uśmiechnął się szyderczo.
-Okey... Więc mam 16 lat. Jestem z Europy, a dokładnie z Polski.
-Byłem tam.- przerwał mi zadowolony.
-Tak wiem, a ja płakałam, że nie mogłam pojechać na koncert.- oznajmiłam smutno.
-Dlaczego?- zapytał troskliwie.
-Wiesz... Nie miałam z kim, a samej mama, by mnie nie puściła.- wytłumaczyłam.- Ale na następnym będę.- podniosłam jeden palec do góry.
-Dobrze.- zaśmiał się.- Przyjadę jeszcze do Polski. Mam taką nadzieję. Podobało mi się.
-Wiem.- uśmiechnęłam się.- Wszystkim się podoba.- dodałam.
-Szczerze? Nigdy bym nie powiedział, że jesteś z Polski.- mówił zdziwiony.
-Dlaczego?- również się zdziwiłam.
-Twój akcent jest taki... Amerykański.- wczuł się w tą wypowiedź na co zachichotałam.
-Dziękuję, pracuję nad tym.- oznajmiłam.- Chodź w szkole uczymy się brytyjskiego.
-Umiesz brytyjski?- zapytał z nadzieją.
-Tak... Ale nie lubię. Wolę amerykański, jest zupełnie inna wymowa. Nauczyłam się go jak oglądałam filmy i inne rzeczy, więc się już przyzwyczaiłam.- mówiłam i wymachiwałam naszymi złączonymi rękoma, na co Biebs się zaśmiał.
-A powiesz coś po brytyjsku? Proszę...- zrobił minę szczeniaczka.
-Oj, nie rób takiej miny, bo zaraz pęknę.- jak on słodko wyglądał.
-Proszę..- nadal to robił.
-Dobra, dobra tylko już przestań.- powstrzymałam go.- Po prostu normalnie rozmawiajmy, a ja będę mówić z brytyjskim akcentem.
-Dobra.- uśmiechnął się zwycięsko.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy. Justin dowiedział się o mnie wszystkiego oprócz mojej tajemnicy. On jest taki kochany! Opowiedział mi o sobie. Mówił jak bardzo kocha swoje Beliebers, że ma dosyć, gdy ludzie nie dają mu spokoju. Nawet powiedział mi o związku z Seleną, a ja o związku z Kamilem.
-Zaraz nie wytrzymam.- powiedział gdy już dochodziliśmy do domu.- Twój akcent jest taki seksowny.
Zarumieniłam się na jego słowa.
-Przestań...- uspakajałam go.
-No naprawdę. Jest taki gorący.- ostatnie słowa wypowiedział tak seksownie.
-Wiem.- wciąż mówiłam z akcentem brytyjskim.
Wróciliśmy do domu roześmiani. Wszyscy od razu nas popatrzeli i na nasze złączone dłonie. 
-Co?- zapytałam wciąż się śmiejąc.
-Nic...- patrzył zdezorientowany Marco.
-To na co się tak patrzycie?- zmarszczyłam brwi.
-Na Wasze dłonie.- wskazał na nasze splecione ręce. Od razu się puściliśmy.
-Zaraz, zaraz.- powiedziała Kate.- Czy Ty mówisz z brytyjskim akcentem?- otworzyła szeroko oczy.
-Tak. A to coś złego?- zapytałam.
-No trochę tak...- tłumaczyła.
-Nie mówiłaś tak od czasu... Sama wiesz.- dokończył Nick.
-Ach tak.- wbiłam wzrok w ziemię, lecz zaraz go podniosłam.- Teraz będzie inaczej.
-W końcu.- powiedział Paul i mnie przytulił.
-To dobrze.- powiedziała Naomi.
-Jaka ulga.- dodał Alex.
-Dobra, już rozumiem.- podniosłam ręce w geście obronnym.- Wiem, że byłam nieznośna, ale to już koniec. Będę się starać być jak kiedyś.- mówiłam z uśmiechem.
-Ale taka jak kiedyś, kiedyś?- zapytała z nadzieją Axelle.- Taka, że to będzie ten Twój prawdziwy uśmiech, nie ten sztuczny pod którym kryją się problemy?- zaszkliły jej się oczy.
-Tak Axell. Ten prawdziwy. Mój uśmiech.- moje oczy również zrobiły się mokre.
Dziewczyna w mgnieniu oka mnie mocno przytuliła.
-Tak bardzo tęskniłam.- wyszeptała.
-Ja też.- łza spłynęła mi po policzku, którą szybko starłam.
Następnie dziewczyna podeszła do Justina i powiedziała:
-Dziękuję, że uratowałeś jej życie.- płakała mówiąc to i zobaczyłam, że wszyscy się przyglądają, a dziewczyny również płaczą.
-Ja nic nie zrobiłem. Ona po prostu jest silna.- powiedział i przytulił ją na co się uśmiechnęłam ciepło w jego stronę.
-Dobra koniec, bo zaraz się rozpłaczę!- oznajmił Matt na co wszyscy się zaśmiali.
-Wow! To już, by było coś.- pokręciłam głową zaskoczona.
-Ej, ja też mam uczucia. Jakieś są, ale są.- bronił się.
-Yhy, yhy.- pokiwałam twierdząco głową i ruszyłam przedtem ciągnąc Justina w stronę schodów.
-No naprawdę!- krzyczał za nami.
Gdy weszliśmy do pokoju Justin zaniemówił.
-Wow!- powiedział z otwartą buzią.
-Co?- zaśmiałam się.
-Twój pokój jest taki...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Dziewczęcy?- zapytałam.
-Właśnie. Jest przytulny, jasny. Dużo tu fioletowego i białego.- stwierdził.
-To jest liliowy.- rzuciłam w niego poduszką.-Zawsze chciałam mieć taki pokój. W Polsce mam bardziej przypominający ulicę Nowego Jorku.
-Lubisz Nowy Jork?- zapytał siadając obok mnie na łóżku.
-Żartujesz? Kocham NY! Moim marzeniem było tam pojechać i zamieszkać!- mówiłam podekscytowana.
-I się spełniło.- uśmiechnął się.
-Tak, spełniło.- oddałam mu tym samym.
Postanowiliśmy obejrzeć film "Szkołę Uczuć". Kocham ten film, w sumie Jus też. Przyniosłam przekąski i picie. Na końcu jak zwykle się popłakałam jak idiotka, na co Justin mnie objął ramieniem. Czułam się taka bezpieczna. Zerknęłam na zegarek i zobaczyłam 15:57. Postanowiliśmy iść zrobić obiad. Przygotowaliśmy pizzę, przy czym było dużo śmiechu, gdy podrzucaliśmy ciasto. Dobrze, że nam pomogli wszyscy, bo byśmy się nie wyrobili przez najbliższy miesiąc.
-To jest pyszne!- wykrzyczała Caroline podczas przeżuwania.
-Noo.- przeciągnął Tao.
-Najlepsza jaką jadłem.- oznajmił Justin.
-Bez przesady.- machnęłam ręką zajadając kawałek pyszności.
-Naprawdę. Jesteśmy nieziemscy.- powiedział pewnie Marco.
Po obiedzie włożyliśmy naczynia do zmywarki i ruszyliśmy wszyscy do salonu pograć w "Just Dance 4". Świetnie się bawiliśmy i śpiewaliśmy. Tańczyłam nawet do piosenki "Beauty And A Beat" Jusa, ale ten cwaniak znał całą choreografie na pamięć. Zerknęłam na zegarek i była już 22:03.
-Jak ten czas zapieprza.- pomyślałam nagłos.
-Wow! Faktycznie.- odezwał się Justin.- Będę się już zbierał.
-Nie! Przecież możesz zostać. Jutro pojedziemy na trening razem.- tak bardzo chciałam żeby jeszcze został.
-Właśnie.- wzruszył ramionami Paul.
-Nie będę przeszkadzał.- podrapał się po karku.
-Nie przeszkadzasz. I tak bym Cię nie puściła... Jest już ciemno, deszcz zaczyna padać i będzie ślisko.- wytłumaczyłam.
-Boisz się o mnie?- zaśmiał się.
-Tak.- wypaliłam szybko. Kretynka!- To znaczy... Po co masz jechać jak możesz zostać.- uśmiechnęłam się słodko.
-Okey, ale i tak wiem, że się o mnie boisz.- uśmiechnął się cwanie.
-Yhym, pochlebiaj sobie.- droczyłam się.
Poszliśmy na górę do swoich pokoi. Wzięłam szybko kąpiel, ubyłam włosy i wyszłam. Wytarłam się dokładnie i ubrałam tą piżamę. Położyłam się wygodnie do łóżka i próbowałam zasnąć, ale rozpętała się burza. Zazwyczaj nie boję się burzy, ale ta to było jakieś bombardowanie. Nie mogłam wytrzymać, bałam się. Chciałam iść do Kate, bo zazwyczaj u niej śpię, gdy jest burza, lecz zdałam sobie sprawę, że jest u niej na pewno Alex. No cóż, chłopacy już na pewno śpią jak zabici, więc został mi Justin. Wyszłam z pokoju i zapytałam do drzwi chłopaka i weszłam po cichu.
-Justin?- zapytałam cicho.
-Hm?- usłyszałam jego półprzytomny głos.
-Mogę z Tobą dzisiaj spać? Boję się burzy.- spytałam z nadzieją.
Chłopak tylko podniósł kołdrę na znak, że mam podejść, więc to zrobiłam. Położyłam się obok niego a po chwili poczułam jak jego ramiona oplatają się wokół mnie. Czułam jak moje serce przyśpiesza, lecz się nie odsunęłam. Czułam się taka bezpieczna. Mówię to już dzisiaj drugi raz, ale hej! Tak właśnie jest, więc nie będę kłamać. Czułam się przy nim tak cholernie bezpiecznie... A jego zapach... On tak pięknie pachniał, był taki gorący. Czułam na sobie jego oddech. Tak słodko chrapał. Czułam motylki w brzuchu, nie mogłam usnąć. Justin co Ty do cholery ze mną robisz? Oj, gdybyś tylko wiedział.

POV JUSTIN

Rano obudził mnie budzik, który wczoraj ustawiłem. Chciałem go wyłączyć, ale coś mi to uniemożliwiało. Zobaczyłem wtuloną we mnie Lenę. Wyglądała tak słodko. Nie chciałem jej budzić, ale czar prysł. Dziewczyna zaczęła się wiercić i po chwili otworzyła oczy.
-Hej.- uśmiechnąłem się.
-Cześć.- odpowiedziała słodko.
-Musimy wstawać.- oznajmiłem na co dziewczyna westchnęła ciężko.
-Dobra. To ja idę do siebie się ogarnąć. Widzimy się na śniadaniu.- powiedziała i już chciała wstawać, lecz odwróciła się pocałowała mnie w policzek i powiedziała:
-Dziękuję, że pozwoliłeś mi tu w nocy spać.- uśmiechnęła się.
-Nie ma za co.- oddałem tym samym.
Jak Lena wyszła poszedłem do łazienki, przemyłem twarz, umyłem zęby, ubrałem się i ułożyłem włosy do perfekcji. Popatrzyłem w lustro, by upewnić się, że wyglądam gorąco.
-Yeah man...- powiedziałem do siebie, poprawiając tym sobie humor.
Zszedłem na dół gdzie już było parę osób.
-Siema.- zawołał z pełną buzią Matt.
-No siema.- powiedziałem rozbawiony.
-Siadaj, masz tu kanapki.- wskazał na talerz z jedzeniem.
Usiadłem obok niego. Zacząłem jeść popijając herbatę i w końcu zeszła na dół Lena. Kurwa jaka ona seksowna. Zamknij się Bieber, ona jest tylko przyjaciółką.
-Witam wszystkich.- uśmiechnęła się promiennie.
-Hej, hej!- zawołała Naomi.- A Ty co taka szczęśliwa?- zapytała podejrzanie.
-Aaa, mam dobry dzień.- obróciła się wokół własnej osi.
-Chyba dlatego, że spałaś z Biebsem.- zaśmiał się Nick.
-Co?!- zakrztusiłem się kanapkę, a Lena mało co się nie wywróciła.
-Miałem iść Lenę obudzić, ale zobaczyłem, że nie ma jej w pokoju, więc zajrzałem do Ciebie i spaliście wtuleni w siebie.- wytłumaczył uśmiechając się głupio.
-Była burza i się bałam, więc poszłam do Jusa.- wyjaśniła szybko Lena.
-Tak, tak. Nazywaj to jak chcesz.- zachichotał i w tym samym momencie dziewczyna rzuciła w niego bułką.
-Ej! Chlebem się nie rzuca.- zaprotestował.
-To się zamknij, bo Ty zaraz będziesz tą bułką.- wysyczała przez zęby.
-Wow! Zawiało grozą.- wymachiwał rękoma, udając, że był przestraszony, na co 16-latka spiorunowała go wzrokiem.
-Dobra.- podniósł ręce w geście obronnym.
Po śniadaniu pojechaliśmy na trening. Lena jak zawsze jechała ze mną samochodem. Słuchaliśmy muzyki, gdy sobie coś przypomniałem.
-Wiesz... Jutro przyjeżdża mój tata z rodzeństwem.- powiedziałem nieśmiało.
-No to super!- klasnęła w dłonie dziewczyna.
-Tak, też się cieszę, ale jutro mnie nie będzie na treningu.- skrzywiłem się.
-Aaa, spoko. Będę mieć wolne, wyśpię się.- uśmiechnęła się.
-Co to, to nie! Pojedziesz jutro ze mną na lotnisko po nich.
-Co?!- myślałem, że zaraz wyskoczy z fotela.- Nie! Ja nie będę się wtrącać. Chcesz spędzić czas z rodziną po co Ci ja?
-Będzie fajnie. Poznasz moje rodzeństwo... I mojego tatę.- zachęcałem ją.
-Ooo.- zsunęła się z fotela.
-Wiedziałem, że się zgodzisz.- złapałem ją za rękę.
Przez całą drogę do studia trzymałem Lenę. Ona nawet nie zabrała ręki, to było takie słodkie. Tak Justin bądź gorszym mięczakiem. Dojechaliśmy i ruszyliśmy w stronę studia, oczywiście musieli stać cholerni paparazzo.
-Cholera.- powiedziała spanikowana Lena i schowała twarz w dłonie.
Zobaczyłem, że jest przestraszona, więc szybko wyszedłem z auta, zatrzasnąłem drzwi i podszedłem od strony pasażera. Otworzyłem drzwi i pomogłem wysiąść Lenie. Złapałem ją za rękę i bez słowa pociągnąłem w stronę drzwi wejściowych.
-Jutro będziemy na pierwszych stronach gazet.- powiedziała, gdy już byliśmy w środku.
-Nie przejmuj się tym, niech mówią co chcą.- objąłem ją ramieniem i pocałowałem w czubek głowy.

__________________________
Rozdział 18 :) Mamy nadzieję, że się podoba.

Chciałabym Wam powiedzieć, że dziękujemy za komentarze, ale one (moim zdaniem) są tylko skierowane do Zuzi. Jest mi trochę przykro ponieważ również wkładam w rozdział dużo pracy... ;c Sama nie wiem, może przestane pisać. ~Oliwia.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Twitter:
Oliwia-klik
Zuzia-klik







3 komentarze: