POV LENA
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam sama do siebie.
-Dziękuję.- powiedziałam to i mocno wtuliłam się w Justina.
Weszliśmy do budynku, zdjęliśmy niepotrzebne ubrania i udaliśmy się na salę. Wszyscy się już rozgrzewali, ale gdy nas ujrzeli, zaczęli się nam dziwnie przyglądać. Ale czemu?
-Dlaczego Wy się przytulacie?- zapytała zdziwiona Kate.
-Bo przecież są razem! Głupia jesteś Kate... Musisz się wiele nauczyć.- śmiał się Nick.
A no... Nadal się przytulaliśmy.
-Powiecie coś?- pytał Marco.
Dziwne, że jak byłam już świadoma tego, iż nadal tuliłam Jusa, nie odsunęłam się. W sumie tak jest lepiej...
-Ale co?- wyrwałam się z zamyśleń.
-Nic...- zmrużył oczy chłopak.-Idźcie się rozgrzew...
-No już, już! Ustawiamy się i tańczymy jazz!- przerwała Sus, krzycząc.
-Co? Znowu jazz?- krzyczeli wszyscy oburzeni.
-Tak, tak kochani! Już! Raz, dwa na miejsca. A Wy,-wskazała na nas palcem-poczekajcie i sami zatańczycie zaraz jak oni skończą.
-Dobrze.- powiedzieliśmy.
Cofnęłam się tyłem do ściany, bo chciałam usiąść, ale wpadłam na kogoś. To był Justin... Złapał mnie za biodra i posadził sobie na kolana.
-Weź, zostaw mnie!- krzyczałam.
-Sama byś na mnie usiadła, ja tylko Ci pomogłem.- chichotał.
Zaczęliśmy się śmiać, łaskotać... Było bosko. Nagle ktoś odchrząknął, a my z Jusem momentalnie popatrzyliśmy na parkiet, gdzie stali nasi przyjaciele. Wszyscy nam się przyglądali. To było okropne! Zrobiłam się cała czerwona... Zeszłam z kolan chłopaka i podkuliłam nogi do klatki piersiowej.
-Przeszkadzamy?- zapytał Scooter.
-Nie...- powiedziałam cicho.
-Tak, przeszkadzacie.- powiedział donośnym głosem gwiazdor.
Scoot popatrzył na niego oburzony, machnął ręką i nie wdawał się więcej w dyskusję.
-Do niego trzeba ostro.- szepnął mi Juju do ucha.
-Czemu?- zapytałam zaciekawiona.
On z powrotem wziął mnie na kolana i powiedział:
-Bo wtedy wie, że się go nie boisz i nie ma nad Tobą władzy...
-Yhym...- przyglądałam mu się z taką uwagą.
Nigdy mu się nie przyglądałam. To znaczy codziennie się przyglądałam jego plakatom, ale nigdy tak z bliska, na żywo... Miał cudowne oczy, nos, czoło, policzki, gęste, seksowne brwi, no i te malinowe usta... Ach jak chciałabym je delikatnie musnąć. Teraz. Właśnie w tej chwili. Jak ja siedzę mu na kolanach, a on mnie obejmuje. Miałam szanse na poczucie jego smaku. Miałam i nie skorzystałam... Wtedy nie mogłam, a teraz nie mam na to szans, bo jesteśmy tylko przyjaciółmi. A może "aż"?
-Dobra teraz Lena i Justin!- krzyknęła Susan.
-Pilnuj się.- powiedział mi Justin do ucha, omijając mnie.
-Co? Czemu?- zmieszałam się.
Justin stał już na parkiecie i wyciągnął do mnie rękę. Chętnie ją chwyciłam, a Scoot włączył muzykę. Była powolna, smutna i uczuciowa... Nigdy nie myślę jakie robię kroki w tym tańcu. Gdy tańczę ten układ, myślę o jednym. O najważniejszym podnoszeniu... Miałam brać rozbieg, gdy Justin śmiesznie zaczął ruszać brwiami, na co ja wybuchłam śmiechem.
-Stop! Jeszcze raz...- powiedziała zirytowana Sus.
Nadal chichotałam i zrobiłam to co poprzednio. Tym razem Justin poruszał miednicą i ruszał do tego odpowiednio rękami. Mało tego! Przygryzł tak seksownie wargę, że się rozpłynęłam. Miałam już zemdleć, ale zamiast tego zaczęłam się śmiać.
-Jeszcze raz!- krzyczała wkurzona menadżerka.
Więc wzięłam rozbieg i tym razem Jus mnie złapał. Sukces! Ale zaraz zaczął mnie łaskotać... Czy on nie może normalnie zatańczyć tego układu?! No ale nie będę ukrywała- podobało mi się to. Wierciłam się w jego ramionach i zaraz na niego upadłam. Leżałam na nim, a nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Patrzeliśmy sobie w oczy i naraz wybuchnęliśmy śmiechem. On jest niemożliwy! Śmialiśmy się długo. Ja zeszłam z niego i trzymałam się za brzuch, który bolał mnie ze śmiechu. Tarzaliśmy się po podłodze i na dokładkę mówiliśmy bardzo dziwne rzeczy. Byłam cała czerwona.
-Stop!- mówiłam przez śmiech.
-Wynocha!- krzyknął czerwony ze złości Scooter.
Momentalnie przestaliśmy się śmiać i na niego spojrzeliśmy.
-Co?- spytał Jus, bo nie dosłyszał.
-To co słyszałeś! WY-NO-CHA!!!- mówił ostatnie słowo sylabami.
-No właśnie nie słyszałem!- zdenerwował się gwiazdor.
-Gówno mnie to obchodzi! Zauważyłem, że Lena ma na Ciebie zły wpływ!- krzyczał.
Poczułam łzy w oczach i wybiegłam przed budynek. Usiadłam na schodach i szlochałam.
POV JUSTIN
-Czemu?- zadrwiłem.
-Ciągle bujasz w obłokach, nie traktujesz już na poważnie prób, mało udzielasz wywiadów...
-Coś jeszcze?- przerwałem mu bezczelnie.
-Nie wracasz na noc do domu, bo się z nią pieprzysz. Nie wstyd Ci?!- krzyczał.
Moje oczy nabrały tępy wyraz twarzy.
-Nie mów tak o niej.- wysyczałem.- Jestem pełnoletni! Pamiętaj, że to ja się zgodziłem na te warsztaty, bo miałem mieć wolne! I wiesz co? Cieszę się, że nie mam wolnego, bo poznałem właśnie Lenę, więc jak możesz tak o niej mówić?!- dodałem.
Menadżer milczał.
-No jak?!
-Przepraszam... Nie pomyślałem.
-Ty mnie nie przepraszaj tylko ją, bo tak wrzeszczałeś, że Cię pewnie usłyszała!- wymachiwałem rękoma.-Obraziłeś właśnie osobę, dzięki której jeszcze się uśmiecham...- wyszeptałem.
-Justin... Przeproszę ją, ale ja mówię serio. Zaniedbujesz próby...- mówił już łagodnie.
-Może przy niej po raz pierwszy jestem szczęśliwy?...- powiedziałem to i wyszedłem do dziewczyny.
Miałem łzy w oczach. Naprawdę... Nigdy nie płakałem, przez to, że ktoś obraził moją dziewczynę... To znaczy przyjaciółkę.
POV LENA
Siedziałam na schodkach i poczułam ciepły oddech na mojej szyi. Odwróciłam się i zobaczyłam, kucającego przy mnie Justina.
-Nie płacz.- wyszeptał mi do ucha.
-To Ty nie płacz. Nie bądź baba.- chichotałam, gdy zobaczyłam czerwone oczy Jusa, całe we łzach.-Ja dam sobie radę...- wyszeptałam to bardziej do siebie.
-Nikt nie będzie Cię obrażał. Przynajmniej nie przy mnie...- mówiąc to, pociągał nosem.
-To chodź. Popłaczemy sobie razem.- uśmiechnęłam się do niego ciepło.
-Jedziemy do Ciebie czy do mnie?
-Może do mnie?- zaproponowałam.
Chłopak tylko kiwnął głową i otworzył samochód. Pomógł mi wejść i sam usiadł za kierownicą. Jechaliśmy do domu nic nie mówiąc. To była przyjemna cisza. Podkuliłam nogi pod brodę i słuchałam warkotu silnika. Zanim się spostrzegłam zatrzymaliśmy się pod domem.
-Jesteśmy.- oznajmił.
-Widzę.- zaśmiałam się i wyszłam z auta.
Otworzyłam dom i weszliśmy do środka.
-Chcesz herbatę, kawę lub gorącą czekoladę?- zapytałam.
-A masz kisiel?
-Ym...- jąkałam się i zajrzałam do szafki.-Mam!- krzyknęłam zwycięsko.
-A jaki?- zaświeciły mu się oczy.
-Chcesz Snikers'a?
-Nie, czemu?- zmieszał się.
-Bo strasznie gwiazdorzysz.- zaśmiałam się.
-Hallo, ja jestem gwiazdą.- ruszał śmiesznie głowa.
-Mam kisiel o smaku owoców leśnych.
-Pycha!
Zrobiłam kisiel i podałam mu kubek. Sama usiadłam obok niego z kubkiem gorącej czekolady.
-No więc...- Justin próbował jakoś zacząć temat dzisiejszej próby.
-Justin?
-Tak?- zapytał z troską.
-Ja nie dam rady...
_______________________________
Mamy kolejny rozdział. :) Nie jest najlepszy, ale mamy nadzieję, że dacie jakieś komentarze na zachętę. :D Jakiś taki krótki jest... :\ Trochę się męczyłyśmy, żeby coś wymyślić, co by dodało trochę akcji. Myślałyśmy, myślałyśmy... I nic nie wymyśliłyśmy, więc musicie się zadowolić tym. :c Przepraszamy, mamy nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze. Do następnego! ♥
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter:
Zuzia- klik
Oliwia- klik
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam sama do siebie.
-Dziękuję.- powiedziałam to i mocno wtuliłam się w Justina.
Weszliśmy do budynku, zdjęliśmy niepotrzebne ubrania i udaliśmy się na salę. Wszyscy się już rozgrzewali, ale gdy nas ujrzeli, zaczęli się nam dziwnie przyglądać. Ale czemu?
-Dlaczego Wy się przytulacie?- zapytała zdziwiona Kate.
-Bo przecież są razem! Głupia jesteś Kate... Musisz się wiele nauczyć.- śmiał się Nick.
A no... Nadal się przytulaliśmy.
-Powiecie coś?- pytał Marco.
Dziwne, że jak byłam już świadoma tego, iż nadal tuliłam Jusa, nie odsunęłam się. W sumie tak jest lepiej...
-Ale co?- wyrwałam się z zamyśleń.
-Nic...- zmrużył oczy chłopak.-Idźcie się rozgrzew...
-No już, już! Ustawiamy się i tańczymy jazz!- przerwała Sus, krzycząc.
-Co? Znowu jazz?- krzyczeli wszyscy oburzeni.
-Tak, tak kochani! Już! Raz, dwa na miejsca. A Wy,-wskazała na nas palcem-poczekajcie i sami zatańczycie zaraz jak oni skończą.
-Dobrze.- powiedzieliśmy.
Cofnęłam się tyłem do ściany, bo chciałam usiąść, ale wpadłam na kogoś. To był Justin... Złapał mnie za biodra i posadził sobie na kolana.
-Weź, zostaw mnie!- krzyczałam.
-Sama byś na mnie usiadła, ja tylko Ci pomogłem.- chichotał.
Zaczęliśmy się śmiać, łaskotać... Było bosko. Nagle ktoś odchrząknął, a my z Jusem momentalnie popatrzyliśmy na parkiet, gdzie stali nasi przyjaciele. Wszyscy nam się przyglądali. To było okropne! Zrobiłam się cała czerwona... Zeszłam z kolan chłopaka i podkuliłam nogi do klatki piersiowej.
-Przeszkadzamy?- zapytał Scooter.
-Nie...- powiedziałam cicho.
-Tak, przeszkadzacie.- powiedział donośnym głosem gwiazdor.
Scoot popatrzył na niego oburzony, machnął ręką i nie wdawał się więcej w dyskusję.
-Do niego trzeba ostro.- szepnął mi Juju do ucha.
-Czemu?- zapytałam zaciekawiona.
On z powrotem wziął mnie na kolana i powiedział:
-Bo wtedy wie, że się go nie boisz i nie ma nad Tobą władzy...
-Yhym...- przyglądałam mu się z taką uwagą.
Nigdy mu się nie przyglądałam. To znaczy codziennie się przyglądałam jego plakatom, ale nigdy tak z bliska, na żywo... Miał cudowne oczy, nos, czoło, policzki, gęste, seksowne brwi, no i te malinowe usta... Ach jak chciałabym je delikatnie musnąć. Teraz. Właśnie w tej chwili. Jak ja siedzę mu na kolanach, a on mnie obejmuje. Miałam szanse na poczucie jego smaku. Miałam i nie skorzystałam... Wtedy nie mogłam, a teraz nie mam na to szans, bo jesteśmy tylko przyjaciółmi. A może "aż"?
-Dobra teraz Lena i Justin!- krzyknęła Susan.
-Pilnuj się.- powiedział mi Justin do ucha, omijając mnie.
-Co? Czemu?- zmieszałam się.
Justin stał już na parkiecie i wyciągnął do mnie rękę. Chętnie ją chwyciłam, a Scoot włączył muzykę. Była powolna, smutna i uczuciowa... Nigdy nie myślę jakie robię kroki w tym tańcu. Gdy tańczę ten układ, myślę o jednym. O najważniejszym podnoszeniu... Miałam brać rozbieg, gdy Justin śmiesznie zaczął ruszać brwiami, na co ja wybuchłam śmiechem.
-Stop! Jeszcze raz...- powiedziała zirytowana Sus.
Nadal chichotałam i zrobiłam to co poprzednio. Tym razem Justin poruszał miednicą i ruszał do tego odpowiednio rękami. Mało tego! Przygryzł tak seksownie wargę, że się rozpłynęłam. Miałam już zemdleć, ale zamiast tego zaczęłam się śmiać.
-Jeszcze raz!- krzyczała wkurzona menadżerka.
Więc wzięłam rozbieg i tym razem Jus mnie złapał. Sukces! Ale zaraz zaczął mnie łaskotać... Czy on nie może normalnie zatańczyć tego układu?! No ale nie będę ukrywała- podobało mi się to. Wierciłam się w jego ramionach i zaraz na niego upadłam. Leżałam na nim, a nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Patrzeliśmy sobie w oczy i naraz wybuchnęliśmy śmiechem. On jest niemożliwy! Śmialiśmy się długo. Ja zeszłam z niego i trzymałam się za brzuch, który bolał mnie ze śmiechu. Tarzaliśmy się po podłodze i na dokładkę mówiliśmy bardzo dziwne rzeczy. Byłam cała czerwona.
-Stop!- mówiłam przez śmiech.
-Wynocha!- krzyknął czerwony ze złości Scooter.
Momentalnie przestaliśmy się śmiać i na niego spojrzeliśmy.
-Co?- spytał Jus, bo nie dosłyszał.
-To co słyszałeś! WY-NO-CHA!!!- mówił ostatnie słowo sylabami.
-No właśnie nie słyszałem!- zdenerwował się gwiazdor.
-Gówno mnie to obchodzi! Zauważyłem, że Lena ma na Ciebie zły wpływ!- krzyczał.
Poczułam łzy w oczach i wybiegłam przed budynek. Usiadłam na schodach i szlochałam.
POV JUSTIN
-Czemu?- zadrwiłem.
-Ciągle bujasz w obłokach, nie traktujesz już na poważnie prób, mało udzielasz wywiadów...
-Coś jeszcze?- przerwałem mu bezczelnie.
-Nie wracasz na noc do domu, bo się z nią pieprzysz. Nie wstyd Ci?!- krzyczał.
Moje oczy nabrały tępy wyraz twarzy.
-Nie mów tak o niej.- wysyczałem.- Jestem pełnoletni! Pamiętaj, że to ja się zgodziłem na te warsztaty, bo miałem mieć wolne! I wiesz co? Cieszę się, że nie mam wolnego, bo poznałem właśnie Lenę, więc jak możesz tak o niej mówić?!- dodałem.
Menadżer milczał.
-No jak?!
-Przepraszam... Nie pomyślałem.
-Ty mnie nie przepraszaj tylko ją, bo tak wrzeszczałeś, że Cię pewnie usłyszała!- wymachiwałem rękoma.-Obraziłeś właśnie osobę, dzięki której jeszcze się uśmiecham...- wyszeptałem.
-Justin... Przeproszę ją, ale ja mówię serio. Zaniedbujesz próby...- mówił już łagodnie.
-Może przy niej po raz pierwszy jestem szczęśliwy?...- powiedziałem to i wyszedłem do dziewczyny.
Miałem łzy w oczach. Naprawdę... Nigdy nie płakałem, przez to, że ktoś obraził moją dziewczynę... To znaczy przyjaciółkę.
POV LENA
Siedziałam na schodkach i poczułam ciepły oddech na mojej szyi. Odwróciłam się i zobaczyłam, kucającego przy mnie Justina.
-Nie płacz.- wyszeptał mi do ucha.
-To Ty nie płacz. Nie bądź baba.- chichotałam, gdy zobaczyłam czerwone oczy Jusa, całe we łzach.-Ja dam sobie radę...- wyszeptałam to bardziej do siebie.
-Nikt nie będzie Cię obrażał. Przynajmniej nie przy mnie...- mówiąc to, pociągał nosem.
-To chodź. Popłaczemy sobie razem.- uśmiechnęłam się do niego ciepło.
-Jedziemy do Ciebie czy do mnie?
-Może do mnie?- zaproponowałam.
Chłopak tylko kiwnął głową i otworzył samochód. Pomógł mi wejść i sam usiadł za kierownicą. Jechaliśmy do domu nic nie mówiąc. To była przyjemna cisza. Podkuliłam nogi pod brodę i słuchałam warkotu silnika. Zanim się spostrzegłam zatrzymaliśmy się pod domem.
-Jesteśmy.- oznajmił.
-Widzę.- zaśmiałam się i wyszłam z auta.
Otworzyłam dom i weszliśmy do środka.
-Chcesz herbatę, kawę lub gorącą czekoladę?- zapytałam.
-A masz kisiel?
-Ym...- jąkałam się i zajrzałam do szafki.-Mam!- krzyknęłam zwycięsko.
-A jaki?- zaświeciły mu się oczy.
-Chcesz Snikers'a?
-Nie, czemu?- zmieszał się.
-Bo strasznie gwiazdorzysz.- zaśmiałam się.
-Hallo, ja jestem gwiazdą.- ruszał śmiesznie głowa.
-Mam kisiel o smaku owoców leśnych.
-Pycha!
Zrobiłam kisiel i podałam mu kubek. Sama usiadłam obok niego z kubkiem gorącej czekolady.
-No więc...- Justin próbował jakoś zacząć temat dzisiejszej próby.
-Justin?
-Tak?- zapytał z troską.
-Ja nie dam rady...
_______________________________
Mamy kolejny rozdział. :) Nie jest najlepszy, ale mamy nadzieję, że dacie jakieś komentarze na zachętę. :D Jakiś taki krótki jest... :\ Trochę się męczyłyśmy, żeby coś wymyślić, co by dodało trochę akcji. Myślałyśmy, myślałyśmy... I nic nie wymyśliłyśmy, więc musicie się zadowolić tym. :c Przepraszamy, mamy nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze. Do następnego! ♥
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter:
Zuzia- klik
Oliwia- klik
Przeciez ten rozdzial jest swietny ! ;)
OdpowiedzUsuńsuper:*
OdpowiedzUsuńJest fajny . Wierna fanka zuzi @dooomkaaa . Haha . Fajnie piszecie
OdpowiedzUsuńBoski!! Czekam na kolejny <33
OdpowiedzUsuń